Archive for the ‘Bez kategorii’ Category

Układ nerwowy

Jest jakby szefem wszystkich narządów, nazywa się go „wyż­szym układem regulacyjnym ustroju”. To on kontaktuje nasz organizm ze środowiskiem zewnętrznym. Najdoskonalszą częścią centralnego układu nerwowego jest kora mózgowa.W okresie dojrzewania dokonują się liczne przemiany, przede wszystkim w wewnętrznej budowie mózgu. Doskonalą się ko morki nerwowe, rozwijają się i tworzą nowe połączenia ner­wowe, wzmacnia się kontrola kory mózgowej. Rozwijają się szczególnie te elementy kory mózgowej, które stanowią pod­stawę dla myślenia logicznego, dla kojarzenia abstrakcyjnego, ale ponieważ wszystko jest jeszcze w stanie rozwoju, stąd taka duża i łatwo dostrzegalna chwiejność przekonań, skoki w na­stroju, „humory” itd.Nie sposób, abyśmy tu omówili bardzo skomplikowaną pracę tego układu. Odsyłamy Cię więc do „Nauki o człowieku”, a także do książek bardziej specjalistycznych, np. dr B. Zaremby: „O bu­dowie i czynnościach ciała ludzkiego”, wydanej przez PZWL. Na pewno jest w szkolnej bibliotece. Znajdziesz tam wiadomości, które Cię interesują.

Układ wydzielania wewnętrznego

Otóż w organizmie ludzi (a także zresztą i zwierząt) są takie narządy, które nazywają się gruczołami. Te gruczoły produkują pewne soki, na przykład: żółć, ślinę, pot itd. Te gruczoły wy­dzielają swoje produkty na zewnątrz — do przewodu pokar­mowego, na powierzchnię skóry itd. Ale znaleziono w ustroju także i inne gruczoły, które nie posiadają przewodów wypro­wadzających. Zastanawiano się długo, co też dzieje się z ich produktami, gdzie one się podziewają. I okazało się, że te gruczoły wydzielają swe soki bezpośrednio do krwi. Nazwano więc je gruczołami dokrewnymi — mówi się o nich także „gru­czoły wydzielania wewnętrznego” lub „gruczoły hormonalne” — ponieważ ich soki noszą nazwę: hormonów. Hormony już w minimalnych ilościach wywierają wpływ na organizm czło­wieka. I to wpływ nie byle jaki — regulują one bardzo wiele funkcji organizmu, mają wpływ na szereg procesów życiowych. Dojrzewanie oczywiście także kierowane jest przez hormony.Bardzo to ciekawe, jak się to wszystko dzieje, ale cała ta część fizjologii jest nauką niezwykle skomplikowaną, dlatego nie będziemy wdawali się tu w szczegóły. Spójrz na schema­tyczny rysunek rozmieszczenia gruczołów dokrewnych.Jak już powiedzieliśmy, gruczoły dokrewne wydzielają hor­mony niezbędne w rozwoju człowieka. Tu zajmiemy się tylko tymi, które odgrywają największą rolę w procesie dojrzewania.Przysadka mózgowa — to bardzo niewielki gruczoł wielkości ziarna fasoli. Znajduje się w głębi jamy czaszki, u podstawy czaszki, pod mózgiem. Taka lokalizacja chroni przysadkę przed uszkodzeniem.Przysadka produkuje wiele hormonów. Nas w tej chwili zajmuje przede wszystkim hormon wzrostu. To jego wpływ spowodował, że Ewie tak nieproporcjonalnie wydłużyły się koń­czyny. Jego zadaniem jest dopilnowanie, aby ciało osiągnęło swój pełny wzrost.Wszystkie gruczoły dokrewne są jednakowe u kobiet i męż­czyzn, poza gruczołami płciowymi.Gruczoły płciowe produkują zarówno hormony, jak i ko­mórki płciowe.Męskie gruczoły płciowe to jadra. Wytwarzają hormon męski (testosteron), który powoduje pojawienie się tzw. wtórnych cech płciowych (np. zarost), popędu płciowego itd.Kobiece gruczoły płciowe noszą nazwę jajników. Hormony wydzielane przez jajniki (estrogeny) powodują m. in. okresowe zmiany w organizmie kobiety, wpływają na powstanie wtórnych cech płciowych, rozwój narządu rodnego itd.

Kiedy się to wszystko zaczyna i jak długo trwa?

Początek i długość trwania okresu dojrzewania są bardzo różne i zależą od wielu czynników. O, chociażby od predyspozycji dziedzicznych, od rasy (Hinduski dojrzewają znacznie szybciej niż Eskimoski.), ale też i od warunków bytowych (jasne, że lepsze warunki, lepsze odżywianie, dobre mieszkanie, racjo­nalny tryb życia, ruch, słońce — sprzyjają rozwojowi) oraz po prostu od indywidualnych właściwości.Nasza polska — niejako statystyczna — Ewa zaczyna swój okres dojrzewania mniej więcej w 12 roku życia (polski „Adam” — w 14 roku życia. Ale należy pamiętać, że odchy­lenia mogą być znaczne i to w obie strony).

Jak stajemy się dorośli?

Okres, w który wstępuje Ewa, często nazywa się okresem doj­rzewania. Jest to ten okres w życiu każdego człowieka, w któ­rym z dziecka przeobraża się w człowieka dorosłego. Jest to kolejny etap rozwoju człowieka — a więc jest to zarówno etap rozwoju jego organizmu, jak i etap w rozwoju jego psy­chiki. O problemach związanych z rozwojem psychiki porozma­wiamy w kolejnych stronach — a tu (nieco sztucznie oddzielamy te dwie sprawy od siebie) zajmiemy się anatomią i fizjologią, a więc i budową organizmu, i pewnymi prawidłami, wg których przebiegają procesy życiowe w organizmie.

Co się dzieje w dojrzewającym organizmie

Nie wiemy, jaka jesteś i to niezwykle utrudnia nasze zadanie. Postanowiliśmy zatem pisać o pewnych prawidłowościach, po­dawać pewne przybliżone i przeciętne dane. Nie zapominaj, że okres, w jakim się znalazłaś, szczególnie różnicuje ludzi.Napiszemy tu np. że dziewczynki trzynastoletnie są „pająkowate” — a Ty cierpisz, bo jesteś nieco za gruba, albo odwrotnie — napiszemy, że dziewczęta w Twoim wieku zmie­niają dosyć zasadniczo figurę, stają się jakby „pulchniejsze” — a Ty akurat sprawiasz wrażenie kościotrupa.Czy to znaczy, że pisaliśmy nieprawdę? Nie, bo gdyby usta­wić obok siebie w szeregu Twoje koleżanki i kolegów, Twoich rówieśników okazałoby się, że różnicie się między sobą bardzo znacznie pod względem fizycznym — zarówno stopniem roz­woju, tuszą, jak i wzrostem. I takie różnice w tym okresie są normalne.Żeby jednak jakoś wybrnąć z naszego kłopotu, a Tobie uła­twić zrozumienie pewnych procesów posłużymy się specjalnie przez nas spreparowanym modelem dziewczyny.Nasz model ma na imię Ewa. Dlaczego? Dlatego, że Ewę uznano powszechnie za symbol kobiety („Kwiatek dla Ewy”, „Święto naszych Ew”, „Ewa, pierwsza kobieta” itd.).Nasza Ewa zaczęła gwałtownie rosnąć na przełomie piątej i szóstej klasy. Tak jakby straciła umiar. W ciągu kilku mie sięcy urosła kilkanaście centymetrów. I do tego — zupełnie nieproporcjonalnie. Urosły jej kończyny — a tułów nie, a poza tym, mimo szalonego apetytu, waga tylko nieznacznie się zwięk­szyła.Takie były pierwsze objawy.Co będzie dalej? Do czego to doprowadzi? Co się dzieje? Niepokoi to Ewę. Często nawet denerwuje. Teraz coraz częściej znajomi gratulują rodzicom: „dużej córki”, „pięknej panny”. Ktoś powiedział przy Ewie: „jak te dzieci teraz szybko doj­rzewają”. Mama się tylko uśmiechnęła, a tata jak zwykle żartując dodał coś na temat „jak to nasze dzieci nas posta­rzają”. Ewa podejrzewa, a może jej się tylko tak zdaje, jakąś zmianę w stosunku do niej. Wiele rzeczy się jej nie podoba, niepokoi ją — słowem dzieje się coś dziwnego. Są dni, kiedy to „inne” jest bardziej dostrzegalne, a są dni, kiedy wszystko jest jak było. To znowu wystarczy jeden rzut oka w lustro i niepokój zaczyna się od nowa, bo figurze na przykład daleko do wymarzonej sylwetki aktorki filmowej.Ewa nie lubi mówić o tych niepokojach. Gdyby było inaczej prawdopodobnie wyjaśniono by jej przyczyny takich stanów. Postaramy się to zrobić my. Czy nam się to uda? Nie wiemy, w jakim nastroju jest dzisiaj Ewa. Nie wiemy, czy jest dzisiaj nastawiona „pokojowo” i dobrze, życzliwie przyjmie nasze za­miary? Wiemy jedno i na to bardzo liczymy, że nasza Ewa lubi, gdy się z nią rozmawia o poważnych sprawach poważnie. Kiedyś nam nawet powiedziała: „Nie boję się trudnych roz­mów. Nie lubię tylko, gdy traktuje się mnie jak malucha, któ­remu mówi się byle co na odczepnego”.Nic tu „na odczepnego” nie będzie, tylko dla łatwiejszego zrozumienia będziemy, od czasu do czasu, pewne sprawy starali się zobrazować przykładami, uporządkować, pozornie uprościć.

Ta strona jest całkowicie o Tobie

Urodziłaś się dnia (tu jeśli masz tylko ochotę możesz wpisać datę swoich urodzin!). Od tego dnia liczy się oficjalnie, urzę­dowo Twoje życie. Biolodzy i lekarze twierdzą, że Twoje życie zaczęło się naprawdę kilka miesięcy wcześniej. Dziewięć, a może osiem, siedem miesięcy wcześniej. I mają rację.Jak to się stało? Dwoje ludzi — Twoja Mama i Twój Ojciec postanowili, że będziesz. Oni dali Ci życie.Ten moment nazywa się poczęciem. Od tego momentu za­częłaś żyć w organizmie Twojej Matki. Po kilku tygodniach Twoi Rodzice byli już pewni, że rzeczywiście do ich domu przy­będzie dziecko.W zbiorze rodzinnych fotografii nie ma jeszcze Twoich zdjęć.I tylko Mama mogłaby Ci dokładnie opowiedzieć, co czuła, co myślała w tym okresie.Każdy z nas zaczynał swoje życie jako maleńka komóreczka, nie większa od najmniejszego znaku drukarskiego na tej stronie i każdy, kto się nad tym zastanawia, jest oczarowany tym naj­większym z cudów przyrody. Okresem rozwoju — od komórki do noworodka, zajmuje się wspaniała, bardzo trudna i ciekawa gałąź nauki, zwana embrio­logię. Nie jesteśmy w stanie, nawet najogólniej, opowiedzieć Ci, co się dzieje z komórką. Trochę na ten temat powiemy potem, ale też Ci to na pewno nie wystarczy i dopiero ucząc się kolejno w szkole biologii, zoologii, anatomii, poznając prawa rządzące rozwojem — sięgniesz do książek, które wprowadzą Cię w ten świat najwspanialszej i naj­większej tajemnicy.Ale do rzeczy. W kolekcji Twoich zdjęć, jako się rzekło i co jest oczywiste, nie ma zdjęć sprzed pamiętnego, najważniej­szego dnia w Twoim życiu — sprzed dnia urodzin. Do tej pory zrobiono tylko raz zdjęcia rozwijającego się zarodka. Wy­konał je fotograf szwedzki Lennart Nillson za pomocą specjalnej kamery. Uznano je za „zdjęcia stulecia”. (Te zdjęcia reprodu­kował w 1965 r. tygodnik „Dookoła Świata”).Cóż, Twojego zdjęcia nie ma. W poźniejszych stronach znajdziesz kilka rysunków obrazujących rozwój embriona. Obejrzyj je sobie.Jesteś w tym okresie organicznie związana z Mamą. Chodzi z Tobą (zresztą bardzo dużo, zgodnie z zaleceniem lekarza), śpi, pracuje. Musi uważać na siebie. Jest jej coraz ciężej.Po 4—5 miesiącach wszyscy już wiedzą, że Twoja Mama jest w ciąży. To już widać. Wszyscy kulturalni ludzie otaczają w tym okresie każdą kobietę specjalnie troskliwą opieką. Takiej kobie­cie przysługuje szereg przywilejów m.in.: kupowanie poza kolej­nością, wsiadanie przednim pomostem do tramwaju. Kobieta w ciąży zawsze otrzyma siedzące miejsce wśród kulturalnych ludzi, bo — trudno jej stać — nosi dodatkowy i to niemały ciężar, bo — wszelkie urazy, uderzenia, potrącenia, mogą spowo­dować uszkodzenie płodu.Kobieta ciężarna musi się specjalnie odżywiać, musi przecież nakarmić siebie i gwałtownie rosnącego potomka. A potomek jest wybredny — musi mieć i białko, i sole mineralne, i wita, miny, i wcale nie liczy się z możliwościami matki. Bierze — to co potrzebuje. Potrzebne mu jest żelazo do budowy własnej krwi — to pobiera od matki tyle, ile mu potrzeba nie bacząc na to, czy dla niej coś zostanie…Ten okres to gwałtowny rozwój — i nie tylko „na wagę”. W tym czasie powstają zalążki, a potem z tych zalążków wy­twarzają się wszystkie narządy ciała ludzkiego. W tym czasie szczególnie łatwo jest uszkodzić ustrój. Jakieś niekorzystne wa­runki zewnętrzne mogą spowodować powstanie wady w budowie narządu lub zgoła w ogóle jego niewytworzenie. To straszne kalectwo, takie wady wrodzone. Wyobraźcie sobie — rodzi się dziecko i od razu jest ciężko chore. Dlatego lekarze — ale nie tylko lekarze, również i inni naukowcy szukali przyczyn powsta­nia tych wad. Badania naukowe pozwoliły wyjaśnić niektóre z nich.Wiemy więc, że matka w okresie ciąży powinna się racjonal­nie odżywiać. Dalej wiemy, że matka w tym czasie nie może stykać się z energią promienistą. Już nie chodzi tu o działanie bomby atomowej, ale nawet praca przy aparacie rentgenowskim może bardzo zaszkodzić płodowi. Dalej stwierdzono, że kobieta, jeżeli w czasie ciąży zażywa niektóre lekarstwa — może bardzo łatwo uszkodzić dziecko. Znana jest powszechnie straszliwa tragedia związana z lekiem zwanym thalidomid. Wprawdzie w Polsce go szczęśliwie nie było — ale na Zachodzie wiele kobiet po jego zażywaniu rodziło kalekie dzieci. Wreszcie wia­domo, że kobieta w okresie ciąży nie powinna się denerwować, powinna być w dobrym humorze, mieć wiele radosnych prze­żyć, wiele spokoju — a wszystko z myślą o tym dziecku, które się dopiero urodzi. Które powinno być prawidłowo rozwinięte, jak najzdrowsze i w ogóle naj, naj… . I właśnie już lada dzień się urodzi.Wreszcie przychodzi ten ważny moment — bolesny dla ko­biety, trudny dla dziecka. Poród. Jeśli nastąpił po dziewięciu miesiącach od poczęcia — noworodek jest zazwyczaj zdolny do życia poza organizmem matki. Zrywa bezpośrednią łącz­ność z matką.I właśnie ten dzień, w którym to się stało, zapisano w aktach jako dzień Twoich urodzin. Od tego momentu nosisz zaszczytne miano — Obywatelki.Na pewno znajdziesz jakieś swoje zdjęcie z tego okresu. Przyjrzyj się sobie uważnie. Tak wyglądałaś jako noworodek! Głowa ogromna w porównaniu z resztą ciała. Całość jakaś nieforemna. Nogi podkurczone, ręce też jakoś dziwnie ułożone, krótkie.Śpisz prawie 4/s doby. Krótkie przebudzenie — to też jakby półsen. Śpisz jeszcze ciągle w położeniu embrionalnym, tzn. nie­mal tak jak ułożony jest płód w łonie matki. Krzyczysz — a nie płaczesz! (Prawdziwymi łzami zapłakałaś dopiero w czwartym czy piątym tygodniu życia!). Ssiesz — kiedy odczuwasz głód. Szukasz pokarmu, a więc przede wszystkim Mamy. Każda zdrowa Matka stara się karmić swoje maleństwo piersią. Mleko matki to najbardziej odżywczy, najzdrowszy pokarm dla dziecka. W okresie niemowlęctwa dzieci są szczególnie wrażliwe na wszelkie infekcje. Organizm jest bardzo słaby — nie mógłby zwalczyć bakterii, które zwalcza dorosły. Dzieci karmione pier­sią mniej chorują. Przy karmieniu piersią dziecko przytula się do matki. Czuje jej bliskość. Nawiązują się pierwsze, ważne na całe życie więzy uczuciowe. Mądrzy lekarze i psycholodzy przypomniają matkom, które nie mogą karmić piersią, żeby nawet karmiąc z butelki — przytulały do siebie dziecko. Żeby dziecko mogło usypiać w matczynych ramionach. I to są właśnie pierwsze formy wychowania dziecka. Bardzo, bardzo ważne! Pozwól, że odbiegniemy nieco od tematu, ale właśnie Tobie chcemy o pewnych sprawach powiedzieć. Chcemy, żebyś mogła nazywać się naprawdę współczesną dziewczyną, a w najbliż­szej przyszłości — współczesną kobietą.Musisz wiedzieć, że wychowanie dziecka zaczyna się w mo­mencie jego urodzenia.Są bardzo ciekawe badania naukowe na ten temat. Amery­kańscy uczeni już od dłuższego czasu ogłaszają zaskakujące wyniki swoich badań, świadczące o tym, że zdecydowana więk­szość „dorosłych” kłopotów wielu ludzi wywodzi się z naj­wcześniejszego, niemowlęcego okresu ich życia.Wszystkie te badania wykazują, że dziecku najpotrzebniejsze jest poczucie, że jest kochane, potrzebne, że do kogoś należy. Takie poczucie umożliwia prawidłowy rozwój dziecka.Dziecko pozbawione rodzinnego domu, nawet otoczone tro­skliwą opieką pielęgniarek, wykazuje, już w tym najwcześniej­szym okresie swojego życia, znaczne opóźnienie w rozwoju (w stosunku do przeciętnego dziecka wychowanego w domu rodzinnym). Kogo ma kochać maleństwo wychowane w zakła­dzie? Codziennie inna twarz, codziennie kto inny karmi i musi się przy tym spieszyć, bo inne dzieci domagają się jedzenia.Bezbronne i samotne rozwija się powoli. Z trudem przywią­zuje się do ludzi. Ale o tych trudnych, bardzo skomplikowa­nych sprawach pomówimy potem. Teraz wróćmy do przeglądania zdjęć z Twego rodzinnego albumu.Zostawiliśmy cię w drugim miesiącu życia. Właśnie chwytasz mocno palec Mamy i zaczynasz ciekawie podnosić głowę.A potem trzeci miesiąc życia — wyciągasz rączki na widok bliskich, protestujesz głośno, uśmiechasz się, trzymasz coś.Między 3 a 6 miesiącem życia — poznajesz Mamę. Gawo­rzysz: „głu, tłuuu, mu”. Potrafisz się już świetnie bawić swoimi dwudziestoma palcami, i kołderką, i grzechotką. Najbardziej lubisz zabawy na brzuchu. Unosisz się wtedy na rączkach i roz­glądasz się ciekawie. Pokazał się pierwszy ząb.No i następne 6 miesięcy — po nich przestaniesz być ofi­cjalnie niemowlakiem. Już zaczynasz rozumieć, co się do Ciebie mówi. Zanudzają Cię teraz wszyscy: — „a gdzie oczko?” „gdzie nosek?” „gdzie rączka?” To już nawet zaczyna być łatwe. Pokazujesz bez kłopotu. Sama siadasz, raczkujesz i powoli, powoli podnosisz się coraz wyżej, wyżej. Stajesz i wreszcie gdzieś w 9—10 miesiącu życia — robisz pierwszy krok.O, już od tego momentu nie ma spokoju w domu. Wszystko musisz dotknąć, ruszyć, zobaczyć, chwycić, rzucić.Jeszcze nie bardzo wiesz, co przedstawiają Twoje zabawki, ale najważniejsze jest chwytanie, machanie rączkami, rzucanie przedmiotów na podłogę.Jesz łyżką! Już lada moment powiesz słowo i awansujesz poważnie. Rosną i rodzicielskie kłopoty: biegasz po mieszkaniu i na spa­cerze, chwili nie usiedzisz spokojnie i mówić trzeba do Ciebie wyraźnie i dużo…Weszłaś w nowy okres życia.Nie jesteś już niemowlakiem. Stoisz, chodzisz, i to coraz lepiej — nawet po schodach. W trzecim roku życia nawet świetnie biegasz. Bawisz się, poznajesz mieszkanie, naśladujesz dorosłych, starasz się być „Zosiąsamosią”. Uczysz się wszyst­kiego zapamiętale. Może Twoi Rodzice pamiętają: kiedy nau­czyłaś się zakładać buciki? kiedy zapięłaś guzik? zawiązałaś kokardkę? nawlokłaś igłę? (Wielu rodziców robi dokładne notatki, które później nie­jednokrotnie przydają się przy badaniach lekarskich i ewen­tualnym leczeniu. Są one również ogromnie ciekawym mate­riałem dla naukowców, wychowawców. A poza tym stanowią świetną lekturę dla bohatera notatek. Zawsze się przyjemnie czyta o sobie, prawda?) A już zupełne „szaleństwo”, gdy idziesz do przedszkola. „Podglądasz” dorosłych, naśladujesz ich. Oni Ci pokazują świat, uczą jeździć tramwajem, chodzić ulicą, siedzieć przy stole, jeść widelcem.2 — O dziewczętach dla dziewcząt Czy pamiętasz swoje zabawy lalkami? „Na niby” — a wszy­stko jak przeniesione z prawdziwego życia. I układanie lalki do snu, i karmienie, i wysadzanie, i długie przemowy — zu­pełnie te same, które poprzedniego dnia czy przed godziną wygłaszała Twoja Babcia, Tatuś czy Mama.Bawisz się z kolegami i koleżankami — tak samo często chwytasz się za samochód, jak i za lalkę. Bawisz się, i w stra­żaków, i w „dom”, i w doktora, i w sklep. I pytasz, pytasz bez końca…No, tak moglibyśmy jeszcze długo, długo opowiadać Ci o Twoim dzieciństwie. Dzieciństwo uważa się za najpiękniejszy, najbardziej twórczy (!), najciekawszy okres życia. Niektórzy twierdzą, że jest to okres beztroski, zawsze „słoneczny”. Ci, którzy bliżej zajmują się dziećmi, badają ich życie, nie zawsze zgadzają się z tą opinią. Nie jesteśmy Ci tutaj w stanie przed­stawić tych wielu teorii i naukowych wywodów popartych wnikliwymi badaniami. Za to zaproponujemy Ci (tak jak robi­liśmy dotąd i będziemy robili jeszcze nieraz) — samodzielne przeanalizowanie tej sprawy: — Jakie było Twoje najwcześniejsze dzieciństwo? — Jak sadzisz, kto miał największy wpływ na Ciebie w tym okresie? — Co najbardziej utkwiło Ci w pamięci z tego okresu? — Jak myślisz, czy „tamte sprawy” maję jakiś wpływ na to, co teraz robisz, co myślisz, jak postępujesz? Potem masz siedem lat. Dostajesz niebieską tarczę, fartuch, tornister — pamiętasz? Nie wstydziłaś się wtedy ani tarczy, ani fartucha. Byłaś dumna z tego „awansu”.Wtedy zrobiłaś sobie pierwszą fotografię do legitymacji.Ostatnio w całym naszym kraju wprowadza się wcześniejsze zapisy do pierwszej klasy. Już w marcu. Maluch rozmawia ze swoją przyszłą panią wychowawczynią, odwiedza lekarza szkolnego i dentystkę, bawi się w sali gimnastycznej i wtedy uważnie obserwuje go psycholog. Po co to wszystko? Po to, żeby pierwszoklasiście było jak najlepiej w szkole, żeby szkolny start dziecka był jak najpomyślniejszy. Na pewno zauważyłaś, że nie każde siedmioletnie dziecko jest takie samo, wie tyle samo, tak samo dobrze gra w piłkę, jeździ na rowerze, skacze, rysuje.Czy każde dziecko, które skończy siedem lat, nadaje się do szkoły? Czy każde idzie odważnie, bez strachu do swojej pierw­szej klasy? A wiele dzieci, nawet o tym nie wiedząc, źle widzi, trochę gorzej słyszy.Właśnie te wcześniejsze zapisy, te badania mają to wszystko wykryć, aby wcześniej, jeszcze przed wrześniem móc dzieciom pomóc.A jak Ty przeszłaś pierwszy rok w szkole? Z czym miałaś kłopoty? Z kim siedziałaś? — Czy w Twojej klasie siedziały dziewczynki z chłopcami? — Czy bawiliście się razem? Ol — tu przypomniała nam się bardzo ważna sprawa: dziew­czynki a chłopcy.Nie mówiliśmy o tym dotychczas, bo nie stanowiło to żad­nego problemu. Dotąd wyglądało to tak: niemowlak dosko­nale bawił się sam, dwutrzylatek najchętniej z dorosłymi, a „przedszkolak” z rówieśnikami i na ogół nie sprawiało mu różnicy, czy bawi się ż chłopcami czy z dziewczynkami. Po­dobnie jest w pierwszych klasach szkoły podstawowej. Nato­miast ośmiodwunastolatki to dwie oddzielne grupy — chłop­ców i dziewcząt — które niewiele już ze sobą łączy. Przeważnie się na siebie boczą. Wspólne zabawy są niemal nie do zorga­nizowania — chłopcy bawią się z chłopcami, dziewczęta z dziewczętami.Bo, chłopcy to bardzo dziwni ludzie. Ciągle się szturchają, biją, awanturują. Nie chcą się z dziewczynkami bawić, tylko je niegrzecznie zaczepiają. Tak na złość. Dziewczynki są jakby grzeczniejsze i nawet te najbardziej niegrzeczne nie dorównują pod tym względem chłopakom. Dziewczynki lubią chodzić w spodniach, bo i na wycieczce wygodniej, i na gimnastyce — a chłopcy za nic na świecie (chyba, że na zabawę kostiumową, nie włożą spódniczki. Żebyś wiedziała, jak.oni się boją „bab­skiego stroju”. Jeżeli sweter jest jakiś, hm — no trochę po­dobny do bluzki — to za nic nie włożą.Ale niektórzy, szczególnie nauczyciele, mówią, że wolą tych „dziwnych”, rozbrykanych, rozkrzyczanych chłopaków z czwar­tej czy piątej klasy niż dziewczynki w ich wieku. Bo chłopcy — chociaż „szatany” — ale zawsze wiadomo czego się można po nich spodziewać. Wyhasają się, wykrzyczą i… spokój, a dziew­czynki łażą po kątach, plotkują, wymyślają różne rzeczy jedna na drugą, jednego dnia przyjaźnią się „na śmierć”, a drugiego gniewają się „do końca życia”. Płaczą nie wiadomo dlaczego, mają tajemnice, szepczą coś i chichoczą. Często właśnie wtedy dziewczynki rozmawiają o sprawach, o których i my piszemy w tej stronie.Ale właśnie leży przed Tobą ostatnia fotografia.Taka jesteś. Masz lustro — obejrzyj się! Taka jesteś. Masz jakieś 13—14 lat — przynajmniej my — autorzy, taką sobie Ciebie wyobrażamy.Potrafisz być poważna i zupełna „wariatka”. Tak ni z tego, ni z owego, prawda? Potrafisz myśleć krytycznie, porównywać i oceniać. Przynajmniej udaje Ci się to od czasu do czasu. W każ­dym razie my na tę umiejętność bardzo liczymy.Nadal będziemy mówić o Tobie. O tym co się z. Tobą dzieje, co się będzie dziać. Trochę zabawimy się we wróżkę — bę­dziemy wyobrażać sobie Ciebie za kilka lat.Nie znajdziesz w naszej stronie żadnych recept, żadnych gotowych przepisów na właściwe postępowanie — niełatwo nie w życiu.Dlatego stale namawiamy Cię do myślenia, porównywania osądzania.Już wstęp na pewno nasunął Ci wiele pytań. Może dalej znajdziesz na nie odpowiedzi. Jeśli nie — napisz do nas.

Kompletem zdjęć jako pomocą naukową

W wielu domach zachował się obyczaj skrupulatnego zbierania zdjęć rodzinnych, grupowania ich w opasłych albumach, znaczenia datami i podpisami. W innych — mniej staranny, ale równie dobry zwyczaj kolekcjonowania tych rodzinnych pamiątek w pudełkach i kopertach…Proponujemy — abyś wyciągnęła z takiego rodzinnego archiwum wszystkie Twoje zdjęcia: te najpierwsze, na których „rozpoznajesz” siebie tylko dzięki pomocy mamy, i te, przy których już, już — jak przez mgłę — przypominasz sobie jakieś szczegóły z tamtego dnia, i te zupełnie ostatnie, na których jesteś już „taka, jaka jesteś”.

Witaj na stronie

Powitania bywają różne. Inaczej witają się ludzie, którzy znają się od dawna — inaczej ci, którzy wyznaczyli sobie spotkanie po raz pierwszy i rozpoznają się w tłumie tylko dzięki umówionym szczegółom, o na przykład: trzymają w ręku kwiatek, czytają przy kawiarnianym stoliku egzotyczne czasopismo, wpinają charakterystyczny drobiazg w klapę marynarki… Takie pierwsze powitanie jest zwykle pełne onieśmielenia, prawda? Takie jest i to nasze spotkanie. Sięgnęłaś po stronę — ale nie wiesz, co Cię w trakcie tego spotkania czeka. My przyszliśmy na to spotkanie nie wiedząc nawet, ile Ty masz lat. Przypuszczamy, że około 13, 14 — ale może masz akurat 11 albo 16? Witamy się więc z zażenowaniem i proponujemy od razu kilka spotkań nad naszym serwisem.Przypuszczamy, że temat wspólnych rozmów będzie dla Ciebie interesujący — nie wiemy tylko, czy proponowany przez nas sposób rozmowy będzie Ci odpowiadał. Jeśli jednak zyskamy trochę Twojej sympatii — to na pewno nam o swoich wrażeniach z tych „spotkań” opowiesz. Bardzo Ci będziemy zobowiązani. O czym chcemy mówić? — a no, posłuchaj! Rozejrzyj się wokoło — patrz, oto pełza ślimak, malutki wytrwale dźwiga swój ogromny dom na grzbiecie, w żelaznej klatce ogrodu zoologicznego huśta się na ogonie koczkodan, ulicą między trąbiącymi autami przemyka nieśmiało chudy, dorożkarski koń.Z góry patrzymy na ślimaka, ustępujemy z drogi szkapie, do Zoo idziemy, aby pośmiać się z małpich figlów…, ale rzadko, może na lekcji biologii, może czytając książkę popularno-nau­kową, uświadamiamy sobie, że i one — zwierzęta i my — ludzie stanowimy ten sam świat, że podlegamy tym samym prawom biologii. Tak, bo właśnie prawa biologii regulują podstawowe czynności ustroju, te czynności, od których zależy utrzymanie życia jednostki i te czynności, które zabezpieczają trwałość gatunku.Choćby instynkt głodu! By żyć, każdy żywy ustrój musi przyjmować i przyswajać pokarmy. Natura wyposażyła zwierzęta w instynkt głodu. Głód zmusza do podjęcia wysiłku, by zdobyć coś do jedzenia. Instynktowi głodu podlega także i człowiek. I to dobrze, że tak jest. Inaczej mogłoby się na przykład zdarzyć, że w nawale pracy zapomniałby o posiłkach.A instynkt samozachowania? Strzeże przed uszkodzeniem ciała. Nie skoczysz z VI piętra, choćby był to najlepszy sposób szybkiego znalezienia się na ulicy. Dlaczego? Powstrzyma Cię strach, przejaw instynktu samozachowania. Jest jeszcze jeden instynkt. Instynkt zachowania gatunku. Instynkt, któremu zawdzięczamy to, że ludzie stale się rodzą, że rodzajowi ludzkiemu nie grozi wyginięcie. Chyba, żeby wojna nuklearna… ale i w tych sprawach już u ludzi na całym świecie odzywa się instynkt samozachowania i chyba on w końcu zwycięży.Sprawy zachowania gatunku podlegają prawom natury. Nie są to w ogóle sprawy proste, ale szczególnie skomplikowane są te zagadnienia u człowieka.Człowiek poza instynktem kieruje się lub może się kierować rozumem. Człowiek nie podlega okresowości życia płciowego. U człowieka nie ma okresu godowego. Człowiek może się interesować sprawami płci zawsze. Co więcej, w życiu człowieka dojrzałego nie ma takich okresów, jakie są u zwierząt między okresami godowymi, kiedy to sprawy płci w ogóle by go nie interesowały. Tak więc, by nie sprowadzać życia wyłącznie do spraw seksualnych, człowiek ma jedną możliwość: podporządkować sprawy płci rozumowi.Instynkt płciowy jest potężną siłą. Jest jak górska, rwąca rzeka: piękny, porywający kryje w sobie wielką moc działania. Przetworzony przez hydroelektrownie pęd górskiego strumienia staje się źródłem mocy elektrycznej — daje światło, ułatwia i wzbogaca życie. Ale gdy potok przerwie tamę — zalewa pola, niszczy zasiewy, niesie nieszczęście. Tak jest z instynktem płciowym. Miłość, która jest jego wytworem, może być źródłem twórczości artystycznej — pod wpływem miłości poeta pisze wiersze, malarz maluje obrazy, kompozytor tworzy muzykę… pod wpływem miłości człowiek zdobywa się na bohaterstwo, poświęcenie, wyrzeka się własnej wygody. I to jest piękno — to jest ta górska rzeka ujęta w karby rozumu i woli.Niestety, instynkt płciowy wyrywa się czasem spod kontroli i wtedy może nieść szkody, nieszczęścia i łzy. Konsekwencją życia płciowego — tą najbardziej zasadniczą — jest przyjście na świat nowego człowieka. Nie jest obojętne, w jakich to nastąpi okolicznościach. Nie jest obojętne, ile dzieci będzie miała ro­dzina — zbyt duży przyrost naturalny stwarza wiele problemów zarówno dla rodziny, jak i dla społeczeństwa. Trzeba budować więcej mieszkań, szkół, przedszkoli, szpitali, tworzyć więcej stanowisk pracy.Zaspokojenie popędu płciowego nie jest więc wyłącznie osobistą sprawą człowieka. I to nie tylko ze względów ekono­micznych. Znacznie ważniejszą sprawą jest wynikające z tego ludzkie szczęście lub ludzka krzywda. A sprawy seksualne to dziedzina, w której wyjątkowo łatwo wyrządzić człowiekowi krzywdę. Ten potężny instynkt, gdy przerwie tamę rozsądku, może uczynić wiele zła. Są ludzie, którzy zaspokajają instynkt płciowy nie dbając o konsekwencje swych czynów. Społeczeństwo musi się bronić przed takimi ludźmi stwarzając pewne normy postępowania. Początkowo były to przede wszystkim przepisy religijne: określały kto, kiedy, jak może współżyć seksualnie. Ustalały, że do­zwolone jest tylko współżycie w małżeństwie. Formy tego małżeństwa, sposób jego zawierania bywały w różnych religiach różne. Potem, coraz powszechniej wprowadzano jednolite prze­pisy i normy cywilne, bez względu na wyznanie.Prawo reguluje wiele spraw płci. Mamy Kodeks Prawa Ro­dzinnego chroniący rodzinę i Kodeks Karny chroniący człowieka przed szkodliwym postępowaniem innych współobywateli. Oczy­wiście, żadne kodeksy nie mogą przewidzieć wszystkich sytuacji. Trzeba, aby obywatele sami czuli potrzebę regulowania swego postępowania, m. in. i swego życia płciowego według nakazów ogólnoludzkiej etyki.Zaspokajając swój popęd nie można działać intuicyjnie, nie można wychodzić spod kontroli rozumu. Życie seksualne jest z natury rzeczy sprawą przede wszystkim dwóch osób. Nie wolno robić niczego, co powodowałoby krzywdę partnera. Sprawy płci tkwią mocno w świadomości ludzi, w ich zainte­resowaniach. Są często tematem rozmów. Także i rozmów młodzieży. O sprawach płci można mówić różnie. Tak jak my będziemy mówili — rzeczowo i poważnie. Można na wesoło — istnieją anegdoty dotyczące spraw płci, ale mówi się też inaczej — tak jak, niestety często mówi młodzież (a niekiedy i niektórzy dorośli) — ordynarnie, niekulturalnie, głupio.Dlaczego tak się dzieje? Naszym zdaniem między innymi dlatego, że dorośli w rozmowach z młodzieżą unikają tych tematów. Nie uczą młodzieży mówić o sprawach płci w sposób kulturalny. Młodzież nie znajdując u dorosłych odpowiedzi na swoje pytania zwraca się z nimi do kolegów. Przychodzi czas, że dziewczyna czy chłopak chcą się dowiedzieć, np. „skąd się wzięli na świecie”. I te informacje dostają na podwórku, na ulicy, ukradkiem na szkolnym korytarzu — najczęściej niestety w wulgarnej, ordynarnej formie.1 tak oto doszliśmy do przyczyny naszego spotkania, do genezy tej strony. Przypuszczamy, że i Ty, tak jak wielu Twoich rówieśników, masz wiele pytań, na które szukasz odpowiedzi. Oczywiście nie na wszystkie (choćby dlatego, że ich po prostu nie znamy!), ale na niektóre chcemy Ci odpowiedzieć. Uważamy, że lepiej będzie jak dowiesz się o tych sprawach od nas. Postaramy się przedstawić je w sposób przystępny, ale poważny i naukowy. Zamierzamy powiedzieć Ci całą prawdę, ponieważ wierzymy, że zrobisz z niej właściwy użytek.W życiu ludzi wiele zła płynie z niewiedzy, dlatego wyjaśniając podstawowe problemy sądzimy, że może uda się nam uchronić Ciebie od trudnych życiowych problemów. Prawda, że nadal Cię nie znamy, nie wiemy, jaka jesteś — a inaczej przecież trzeba mówić do dojrzałego człowieka, inaczej do dziewczyny, jeszcze dziecka, która przecież też może wejść na naszą stronę. Inaczej trzeba mówić do dziewczynki z liceum, a inaczej do tej, która nigdy nie uczyła się biologii… Dlatego niełatwo nam pisać. I dlatego chętnie usłyszymy Twoje zdanie, Twoją ocenę naszej strony — co było w niej zrozu­miałe, a co nie, co budzi Twój niepokój, Twój sprzeciw, z czym się nie zgadzasz — bo i tak przecież może być. Gdybyś o tym do nas napisała, może z czasem powstałaby strona lepsza, peł­niejsza. Nasza strona nie odpowie na wszystkie nurtujące Cię pyta­nia. Pytania i problemy rodzi życie. Jeżeli więc po przeczytaniu tej strony będziesz mieć jeszcze wątpliwości, szukaj wyjaśnień w odpowiednim źródle. A więc u nauczyciela biologu lub szkolnego lekarza, u rodziców, wycho­wawców, wreszcie u tego z dorosłych, do którego masz zaufa­nie — ale nie pytaj starszej o rok koleżanki z podwórka. Ona naprawdę niewiele ma do powiedzenia.I jeszcze jedno: jeśli nawet wyda Ci się, że przeczytanie tej strony „uzbroiło” Cię w dostateczny zasób wiadomości, nie bierz na siebie obowiązku uświadamiania Twoich młodszych koleżanek. Raczej doradź im przeczytanie tej czy innej odpo­wiedniej strony, doradź rozmowę z kimś dorosłym. Masz okazję zachować się jak człowiek dojrzały! O sprawach płci, o tym, czego się dowiesz z tej strony, nie musisz „trąbić” na całą szkołę, na całe podwórko. Po co?