Archive for the ‘Bez kategorii’ Category

Jak się zaczyna nowe życie

W czasie miłosnego zespolenia kobiety i mężczyzny w pochwie kobiety złożone zostały plemniki. Jedyne, jak pamiętasz, ru­chliwe komórki ludzkiego organizmu. Plemników jest wiele, bardzo wiele. Miliony. Komórka jajowa tylko jedna. Duża, największa komórka ludzkiego ustroju, ale tylko jedna. Nowe życie powstanie z tych dwu komórek. Muszą się spo­tkać. Złączyć.Dojrzałe jajeczko wędruje jajowodem do macicy. Jeżeli w tym właśnie czasie w drogach rodnych kobiety znajdują się plemniki, rozpoczynają szaleńczy wyścig. Stawka jest bardzo duża — ży­cie. Tylko jeden, jeden z kilkuset milionów plemników ma szansę na zapłodnienie. Reszta ginie.A więc wyścig. Plemniki mają zdolność poruszania się. Po­ruszają się bardzo szybko. Im silniejszy i zdrowszy — tym szybciej. Ten jeden, najsilniejszy pierwszy dotrze do komórki jajowej. Jest oczekiwany. Przenika przez błonę komórki. I w tej chwili zachodzi przedziwne zjawisko: błona staje się natych­miast nieprzepuszczalna dla innych plemników. Żaden już nie wniknie do wnętrza. Żyją jeszcze przez kilka godzin i giną.Pomyśl, ile mądrości przyrody jest w tym właśnie wyścigu.Pomyśl, jaka celowość — bo przecież przez to współzawod­nictwo przyroda chroni przed zapłodnieniem przez inne, mniej zdrowe plemniki. To ochrona przed kalectwem i cherlactwem. Takich cudownych urządzeń, takich niebywale celowych zja­wisk jest w procesie powstawania nowego życia więcej. Opowie­my Ci o nich.Ten fakt przeniknięcia plemnika do jajeczka, to zapłodnienie. Moment, w którym się ten fakt dokonał, to poczęcie. W tym momencie bowiem zaczęło się kształtować nowe życie. Rozpo­częła się ciąża.Zapłodniona komórka, jeszcze maleńka niczym punkcik le­dwo, ledwo dostrzegalna, a już trwają w niej ogromne prze­miany. Rośnie, ulega wewnętrznym podziałom, a jednocześnie nieprzerwanie wędruje w kierunku macicy. Tam czeka ją wy­godne schronienie.Przyjrzyj się temu procesowi.Każda żywa komórka posiada jądro. To jakby „centrum”, w nim mieszczą się substancje potrzebne do rozwoju, do życia.Jądro każdej komórki płciowej składa się z delikatnych cie­niutkich niteczek, zwanych chromosomami. One prawdopodob­nie są przenośnikami cech dziedzicznych. Im prawdopodobnie zawdzięczamy, że jesteśmy np. podobni do rodziców.Ale nie sposób, abyśmy się tu zajmowali dziedzicznością — to niewątpliwie niezwykła nauka, jeszcze ciągle bardzo tajem­nicza. Właściwie każdy rok przynosi w tej dziedzinie nowe odkrycia.Już na pewno nagromadziło się sporo pytań, na które — zanim opowiemy o dalszych losach wędrującej zapłodnionej komórki jajowej — postaramy się odpowiedzieć.

Małżeństwo — rodzina

Zanim małżeństwo doszło do takiej postaci, jaką ma dzisiaj, przechodziło szereg etapów. W pierwotnych społeczeństwach istniały związki plemienne. Celem ich była obrona interesów plemienia. Sprawy etyki, zasad moralnych pojmowane były ina­czej niż dzisiaj. Zasadniczym celem było utrzymanie się przy życiu. Panowało wtedy wielożeństwo.W miarę rozwoju cywilizacji małżeństwo stawało się zwią­zkiem bardziej trwałym, zawieranym już tylko między dwojgiem ludzi. Przez długie wieki mężczyzna był głową rodziny, a ko­bieta grała w niej rolę podrzędną.Rozwój nauki, osiągnięcia człowieka we wszystkich dzie­dzinach, coraz bardziej zmieniały jego życie. W dążeniu do umocnienia społeczeństwa tworzono prawa regulujące współżycie w małżeństwie. Doszło wreszcie do zrównania praw małżonków. Stali się oni równymi partnerami i już teraz w takim samym stopniu są odpowiedzialni za los i powodzenie zawartego związku.Jedną ze spraw wielokrotnie na przestrzeni lat dyskutowanych jest ustalenie wieku, w którym możliwe jest zawarcie małżeństwa. Do niedawna w naszym kraju małżeństwo mogli zawierać ludzie, którzy ukończyli 18 lat. Obecnie mężczyzna zawierający związek małżeński musi mieć przynajmniej 21 lat. Większe jest praw­dopodobieństwo, że małżeństwo zawarte przez ludzi dojrza­łych nie tylko fizycznie, ale i psychicznie będzie związkiem trwałym.Każdy związek dwojga ludzi zawierany jest w nadziei, że ułatwi zdobycie szczęścia, pozwoli na maksymalne zadowolenie, sprawi, że łatwiej będzie walczyć z przeciwnościami losu, po­może w osiągnięciu sukcesów życiowych.Uroczyste stroje ślubne — to oczywiście tylko mało istotny symbol radości, wesela. Często niestety, wielu dziewczętom prze­słania on wszystko. Błysk obrączki na palcu, oto marzenie, do realizacji którego dąży się często wbrew zdrowemu rozsąd­kowi. Po uroczystościach następują dni codzienne, zwykłe. Nieraz ciężkie. Dużo trzeba dobrej woli, dojrzałości, aby się nie załamać, nie rzucić wszystkiego…Nieudane małżeństwo to nie tylko osobista klęska dwojga dorosłych ludzi. Gdy mają dzieci — jest to zawsze nie zawiniona, straszliwa krzywda dla nich. Społeczeństwo bierze dzieci w ob­ronę normując m, in. sprawy zawierania i unieważniania mał­żeństw — ale co z tego, że zgodnie z obowiązującymi przepi­sami małżeństwo przestanie istnieć, że na rzecz dzieci zostaną zasądzone alimenty (pieniądze na utrzymanie). Dla prawidło­wego rozwoju każdego dziecka niezbędnymi są oboje rodzice.I dlatego nie wystarczą najdoskonalsze nawet prawa, jeśli ludzie decyzji zawarcia małżeństwa i stworzenia rodziny nie będą podejmowali z zastanowieniem i poczuciem odpowiedzial­ności.W codziennym życiu, w nawale trosk i obowiązków potrzebna staje się wspólnota zapewniająca inne wartości: prawdziwą przyjaźń, pomoc, radę, wspólne przełamywanie trudności, dąże­nie do podnoszenia swoich wartości. Normalnym dążeniem człowieka jest zdobycie oddanego towarzysza, na którym można polegać w każdej sytuacji. Tak pojęte małżeństwo da zadowolenie obydwu stronom, zadowolenie trwałe, cementujące jedno­cześnie małżeństwo. W zespole tych zagadnień również współ­życie płciowe zajmuje ważne miejsce, jest podkreśleniem obo­pólnego oddania, związania się. Całą wartość współżycia płcio­wego odczuwa się dopiero wtedy, kiedy spełnione są i inne wartości małżeństwa. Dopiero wtedy małżeństwo daje prawdziwe szczęście.Młodzi sprawy te często pojmują inaczej. Hierarchia ważności jest u nich nieraz odwrócona. Nadmierną wagę przywiązują do spraw seksualnych. I to staje się przyczyną zawodu. Małżeństwo oparte wyłącznie na doznaniach seksualnych nie wytrzymuje próby życia. Czego więc należy szukać i na czym opierać tak ważne decyzje życiowe jak zawarcie małżeństwa? Chyba na właściwym ocenianiu spraw składających się na codzienne życie małżeństwa i traktowaniu mężczyzny jako towarzysza życia, na dostrzeganiu w nim wartości wskazujących na kulturę osobistą. W pierwszym okresie dojrzewania płciowego naturalna jest przewaga zainteresowań seksualnych. Chodzi jednak o to, aby później zainteresowania nasze kierowały się również i ku tym sprawom, które dla pełnego spełnienia jednego z podsta­wowych celów człowieka — założenia rodziny — są tak ważne.Biologicznym celem małżeństwa są dzieci (oczywiście jest wiele małżeństw, które dzieci nie mają — spowodowane to jest zwykle wynikającą z jakichś poważnych przyczyn, decyzją, która zresztą nie jest wcale taka łatwa, jakby się pozornie mogło wydawać, albo po prostu chorobą któregoś z małżonków). Zdecydowana większość małżeństw tworzy rodzinę, dopełnia­jąc swoje współżycie daniem życia nowej istocie. To ogromna odpowiedzialność — i nie sposób tu w kilku zdaniach o tym mówić. Możemy się tylko odwołać do Twojego czułego, wy­ostrzonego spojrzenia. Już sama wiele widziałaś, wiesz, sły­szałaś. Iluż ludzi okazuje wręcz zbrodniczą beztroskę dając życie dziecku, którego nie chcą, albo którego nie mogą otoczyć opieką, wychować.Samotne, niechciane przez nikogo — żyje, ale tak jak nie pielęgnowana roślina — zdziczałe, oschłe, ubogie psychicznie, nieszczęśliwe. Wiele takich dzieci „otrząsa się”, walczy o swoje miejsce w społeczeństwie — ale jest im ciężko, bardzo ciężko. I tylko najsilniejsi, najbardziej odporni — zwyciężają.Żaden najwspanialej wyposażony Zakład, najlepsi wychowaw­cy nie zastąpią dziecku Rodziców ani Rodzinnego Domu.Wiele bardzo poważnych badań i obserwacji wykazuje niezbicie, że dla dziecka nie są wcale tak ważne dobre warunki materialne, mieszkaniowe jak — dobra atmosfera rodzinna. Mówi się nawet tak ładnie, że „dziecko rozkwita w uśmiechu dorosłych”, albo — „dziecko jak słońca potrzebuje miłości”.Współczesna psychologia sugeruje coraz częściej, aby stoso­wano jak najpowszechniej „witaminę M”. Miłość, po prostu.Dlatego na przykład coraz powszechniej w szpitalach dziecię­cych pojawiają się w charakterze pielęgniarek własnych dzieci — matki. Dziecko czując przy sobie matkę uspokaja się, lepiej znosi zabiegi, szybciej wraca do zdrowia.Tak dużo mówimy o matce tylko dlatego, że to Ty jesteś adresatką tej strony. Ale nieprawdą jest, że dziecku nie jest potrzebny ojciec.Dziewczyna decydująca się na małżeństwo, a więc i na stwo­rzenie rodziny, na dziecko — nie może o tym zapominać. Dziecku potrzebni są oboje, odpowiedzialni, zdrowi rodzice.W naszych rozważaniach wybiegliśmy bardzo daleko naprzód. Wiele jeszcze lat upłynie, nim będziesz podejmować decyzję zawarcia małżeństwa. Ale chyba zastanawiać się nad tymi sprawami warto już teraz. Bo to właśnie teraz — w okresie dojrzewania — zaczynasz najbardziej na serio przygotowania do życia i problemów ludzi dorosłych! Powodzenia!

Koleżeństwo, przyjaźń, miłość

Dziewczynki, które czytały tę stronę w trakcie pisania go przez nas. pytały: Kiedy jest miłość, a kiedy przyjaźń? Jak to odróżnić? Czy jak się podoba jakiś chłopiec, to już miłość? Czy miłość to zawsze coś więcej niż przyjaźń? A czy może istnieć prawdziwa miłość bez przyjaźni? Każdy jest indywidualnością. Nawet przeziębienie każdy z nas przechorowuje trochę inaczej, a co dopiero mówić o przejawach życia psychicznego. Tego się nie da wymierzyć.Czy jak się podoba chłopak, to już miłość? Jasne, że nie! Może się podobać, bo ładnie biega, świetnie gra na gitarze. Może się podobać, bo wysoki, zawsze uśmiechnięty. Trochę inny od innych. Z przyjemnością się z nim rozmawia. Lubicie się nawet. I nic więcej. Może się podobać, bo można mu wszystko powiedzieć, poradzić się. Pomoże. Łączą was wspólne zainteresowania. Nawet niepiękny — ale ciekawy. Dobry. Może to już przyjaźń.A miłość? Oczywiście — najpiękniejsza: matki do dziecka. Absolutnie bezinteresowna. Skłonna do wszystkich wyrzeczeń. Trochę inna — dziecka do matki, ojca. Jeszcze inna — rodzinna… A miłość między chłopcem a dziewczyną? Różni ludzie przy­klejają to piękne słowo do różnych spraw. Mówią o miłości, gdy dwoje ludzi „ze sobą chodzi”, gdy dwoje ludzi się całuje. Są tacy, którzy mówią o miłości jak o czymś głupim, naiwnym, brzydkim. To ci rozczarowani. I przeważnie najbardziej miłości spragnieni. Ale oni do tego nie przyznają się.Inni mówią o miłości dobrze, cicho i z niepokojem. Ci chcą przeżyć życie najpiękniej, są subtelni i ostrożni.(Jak Ty mówisz o miłości?) O młodzieńczej miłości zwykło się mówić „platoniczna” (od greckiego myśliciela Platona, który głosił wyższość „czystej miłości”, czyli miłości bez kontaktów fizycznych). Tę miłość wspominają dorośli najtkliwiej. Pielęgnują te wspomnienia. Pa­miętają do końca życia.Z czasem jednak miłość staje się mniej platoniczna. Chłopiec, a zwykle później i dziewczyna, zaczynają odczuwać pociąg fizyczny. Ich przyjaźń, miłość zostaje wzbogacona o nowe sprawy.Bywa i tak, że pociąg fizyczny staje się sprawą najpierwszą, że przesłania wszystkie inne wartości.Stary, mądry lekarz — wychowawca mówił nam: „Stanąłem kiedyś koło wystawy, na której leżały noże. Różne. Małe, duże, kuchenne i stołowe. I zastanowiłem się. Do czego będą użyte? Są potrzebne. Ale w jakie ręce trafią? Nóż może człowiekowi” pomagać i nożem można… zabić. Jakaż to zbieżność — podobnie jak z miłością”.Mężczyzna różni się od kobiety. Różni się usposobieniem, różni budową ciała. Różnice te sięgają szczególnie głęboko w sfery spraw seksualnych. Ludzie, którzy stykają się wiele z problemami rodzinnymi, wiedzą, że nawet dobre małżeństwa mogą się rozlatywać na skutek braku znajomości różnic w od­czuwaniu, różnic płci.Kobieta ma być matką, cały jej ustrój jest przystosowany do spełnienia tej funkcji. W organizmie kobiety powstaje nowe życie, ona je ochrania. Rodzi. Musi być czuła, troskliwa, a nawet drobiazgowa. Taką jest też kobieta i w miłości. Przywiązuje wielką wagę do uczucia, ceni sobie uczucie. Jest ono jej potrzebne do dobrego samopoczucia. Dlatego dziewczęta tak często pytają o sprawy miłości. Chłopcy nie pytają o to prawie nigdy. I ta różnica ma także ogromne znaczenie. Dziewczęta szczególnie poszukują przyjaźni, miłości, a w swych poszuki­waniach nierzadko są bardzo naiwne. Chłopak mówi, że kocha. Nie jest drobiazgowy, nie zastanawia się. Powiedział. Słowo. Mówi, bo chce sprawić przyjemność. A dziewczyna wierzy.Chłopcy w sprawach płci są znacznie bardziej konkretni, rze­czowi. Na pewnym etapie od swej dziewczyny zaczynają żądać „dowodów miłości”. Mówią, że „chcą poznać do końca”. Dziew­czyna waha się. Mówi potem, że nie chciała stracić chłopaka. A okazuje się, że właśnie bardzo często (jeżeli nie z reguły) po pierwszym kontakcie płciowym, po takim „poznaniu do końca”, chłopak odchodzi. Czy jest podły? Niekoniecznie. Może nawet ma wyrzuty sumienia. Jest mu przykro. Myślał, że to właśnie jest miłość, a po fakcie okazało się, że nic podobnego. Po kontakcie seksualnym bardzo często następuje u chłopaka zniechęcenie, jakiś odpływ zainteresowania dziewczyną.Czy zawsze tak jest? Jak się wobec tego zachować? Tak jest często, prawie zawsze, z młodymi chłopakami. Bardziej dojrzali zachowują się już nieco inaczej. A jak się zachować? Jeżeli zależy Ci na chłopaku, bierz pod uwagę to, że to zbliżenie może być końcem Waszej miłości.Mężczyzna różni się także i sposobem reagowania. Wszystko to, co podniecające, działa na mężczyznę znacznie silniej niż na kobietę. Znacznie szybciej mężczyzna jest gotów do przeży­wania kontaktu miłosnego — ale i po nim także prawie natych­miast obojętnieje. A kobieta jest znacznie bardziej uczuciowa. I oczekuje dalszych objawów zainteresowania, uczucia. Niezro­zumienie tych różnic może być źródłem poważnych konfliktów między kobietą a mężczyzną.Po co Ci już teraz o tym piszemy? Przecież na te sprawy masz jeszcze moc czasu. Tak! — tylko z pewnymi faktami trzeba się oswajać. Nie można o pewnych podstawowych rzeczach dowiadywać się nagle. Oczywiście trzeba będzie kiedyś, za parę lat, dowiedzieć się więcej.Szczęście rodziny polega przede wszystkim na zrozumieniu między małżonkami. Wiele się o tym mówi, że kobieta ma w małżeństwie do spełnienia zasadniczą rolę. że, hm, jeżeli nawet nie rządzi wprost, to w sposób mądry inspiruje postępo­wanie mężczyzny. Ale, żeby tak mądrze postępować, musi mężczyznę znać.Znajomość tych różnic potrzebna jest dziewczynie i teraz — od mądrości dziewczyny bardzo wiele zależy. Zresztą musi zależeć i jej samej przede wszystkim. Głębiej odczuwa — bar­dziej cierpi, bardziej przeżywa nieudany krok.Trzeba oceniać! Dokonywać wyboru! Pewna bardzo mądra Mama (jej córka, a nasza koleżanka jest już teraz dorosła, sama ma dzieci) mówiła nam często: „O uczuciu chłopca przekonasz się najlepiej, gdy będziesz uważnie słuchała i uważnie mu się przyjrzysz. Jest takie stare powiedzonko — „jak kocha, to poczeka”. Ono na prawdę nie jest głupie.Cierpliwość i delikatność — to nie są cechy młodzieńcze, ale bez nich nie ma długotrwałego, dobrego uczucia. Warto więc poczekać i na „dorośniecie” w tym względzie.Patrz uważnie — czy chłopiec troszczy się o Twoją naukę, O Twój katar, o to, że chodzisz z gołą głową, kiedy jest wiatr, czy zjadłaś drugie śniadanie! Czy zaproponował Ci pomoc? Czy pyta o Twoje radę? Czy podzielił się swoją tajemnicą? — Czy potrafi będąc z Tobą i kolegami zachowywać się inaczej niż oni — „cieplej”, delikatniej, poważniej? Strzeż się, bardzo strzeż się takich chłopców (naszym zda­niem nie tylko chłopców), którzy chcą, abyś robiła coś wbrew rodzicom. Abyś uciekała z domu, abyś wynosiła coś z domu, abyś wychodziła wtedy, gdy rodzice Ci nie pozwalają! Chłopiec, który ma rzeczywiście dobrze w głowie, który w stosunku do Ciebie ma dobre, przyjazne uczucia nigdy nie będzie Cię chciał narazić na nieprzyjemności. Nawet gdyby to miało kosztować wspaniałą zabawę, kino, prywatkę, wy­cieczkę, a jego pozbawić przyjemności. Odwrotnie — będzie myślał razem z Tobą nad tym, jak zapobiec wszystkim niepo­rozumieniom, jak ich uniknąć. Możesz być pewna, że takiemu chłopakowi naprawdę na Tobie zależy!” Takich chłopców jest mało! — Może i prawda, ale jest tak dlatego, że dziewczynki nie zwracają na to uwagi. Nie sta­wiają takich wymagań.Chłopcom się wydaje, że muszą być twardzi, oschli, nie­grzeczni. Wyciągają wnioski z zachowania starszych chłopaków, których widzą na ulicach, których nawet trochę się boją, a którzy imponują im łatwymi sukcesami.Chłopcom wydaje się, że jeśli będą tacy, to będą się podobali.Przecież właśnie dla podobania się np. zapalają papierosa.Wydaje im się, że stają się przez to doroślejsi (a doroślejsi się dziewczętom podobają!). Oczywiście, że to tylko pozory! A śmieszne i smutne zarazem. Śmieszne — bo wyglądają z papierosem jak malcy przebrani za dorosłych na zabawę karnawałową, a smutne — bo dla dojrzewającego organizmu każdy zapalony papieros jest trucizną.I tu właśnie ogromną rolę mają do spełnienia dziewczynki. „Chłopcy będą tacy, jakimi będą ich chciały widzieć dziew­częta” — powiedział ktoś mądry.W pewnej klasie chłopcy dla „zgrywy” jedli gazety i kredę. Wyglądali obrzydliwie, ale i śmiesznie. Dziewczynki śmiały się, potem nawet protestowały, krzyczały. Ale to tylko podsycało zapały. Zaczęli się prześcigać. Jeden łyknął spreparowaną żabę w gabinecie biologicznym. Nawet to, że poważnie zachorował, nie ostudziło zapałów. Aż któraś z dziewcząt zaproponowała’, żeby po prostu nie zauważać. Powietrze! Kuracja okazała się znakomita. Jak ręką odjął! Po prostu nie było przed kim popisywać się.I jeszcze jeden przykład. Trochę inny. Opowiadały nam dziewczynki już wtedy, gdy pisaliśmy tę stronę.U nich w klasie VI jest dziewczynka „straszna chłopaczara”. Sama zaczepia chłopaków. Ciągle pisze jakieś liściki. Łazi wieczorami. Chłopcy śmieją się z niej. Popychają. Przezywają. Opowiadają o niej świństwa. Nawet z chłopców, którzy z nią rozmawiają albo chodzą, też się śmieją.Dlaczego tak jest? Zastanawialiśmy się wspólnie. Dziew­czynki przyznały, że to przede wszystkim wina samej „chłopaczary”. To ona pozwoliła na takie traktowanie siebie. To ona do tego upoważniła. Nie postawiła żadnych wymagań.Tak przy okazji jeszcze jedna, wiążąca się z ta poruszanymi, sprawa — równouprawnienie.Wiesz, że setki lat trwała w Europie walka kobiet i mężczyzn (tych rozumnych) o zrównanie w prawach kobiet z mężczyznami. I zdawać by się mogło, że już teraz, w drugiej połowie XX wieku, słuszność tej sprawy jest dla wszystkich oczywista. A przecież w bardzo kulturalnym kraju, jednym z krajów o najwyższej stopie życiowej, w Szwajcarii, a więc w samym sercu Europy, kobiety do dziś nie mają praw wyborczych. W wielu krajach kobieta pracując na równi z mężczyzną, wy­konując tę samą pracę co on, otrzymuje dużo niższą zapłatę.W naszym kraju na ogół nie ma już takich zacofanych po­glądów, a w każdym razie nie ma ich w ustawodawstwie naszego kraju. Na straży praw kobiet stoją organizacje kobiece, stowa­rzyszenia i związki zawodowe.Natomiast wiele starych poglądów dotyczących roli kobiety przetrwało jeszcze wśród ludzi. Nawet wśród samych kobiet — niestety.Jedna z dziewczynek, która czytała tę stronę powiedziała: „Dobre sobie, równouprawnienie! Na naszym obozie harcer­skim to tylko dziewczynki gotowały. Bo wy się na tym znacie! — mówiła komendantka”. Bardzo się zawstydziliśmy za tę komendantkę. Jak wiadomo, jeszcze nikt z umiejętnością gotowania się nie urodził. Natomiast każdy urodził się z potrzebą jedzenia. Gotowania trzeba się po prostu nauczyć. Dlaczego nie mają umieć gotować chłopcy? Wśród chłopców są świetni matematycy, chemicy — te znako­mite zdolności można wypróbować również w czasie kucharze­nia i prowadzenia gospodarstwa domowego, obozowego, wy­cieczkowego. Prawdopodobnie mogłabyś tu dodać sporo przykładów takich niedorzeczności, które pokutują wśród ludzi. W pewnej mierze chyba od każdego z nas zależy, jak długo tak będzie: — od matek, które nauczą synów pracy domowej, od sióstr, które nie będą wyręczały drogich braciszków w podstawowych, normalnych, codziennych obowiązkach, od każdej dziewczynki i chłopca, którzy wymyślą coś, aby ułatwić, uprościć, właściwie zorganizować pracę domową.Gdy się uda odrzucić te głupie, przestarzałe, nie mieszczące się w dzisiejszej sytuacji poglądy, znacznie lżejsze będzie życie tak zwanej Pani Domu, która teraz mimo oficjalnego równo­uprawnienia (albo właśnie wskutek niego!) jest bodaj najciężej pracującym człowiekiem. Ma bowiem — to prawda! — prawo do pracy zawodowej, do nauki, do rozrywki, do… wypoczynku, ale również pozostały jej wszystkie dawne, tradycyjne obowiązki domowe, które tak bardzo utrudniają życie, które tak często zmuszają kobiety do rezygnowania ze wszystkich najpiękniej­szych młodzieńczych marzeń i zamierzeń. Czy uczucia między chłopcem a dziewczyną są rzeczą złą? Wyjaśniliśmy już sobie, że zarówno przyjaźń, jak i miłość są przejawami normalnymi, że wiążą się z pewnym etapem rozwoju człowieka.Obecność akcentów seksualnych w stosunkach między dziew­czynką a chłopcem na pewnym etapie jest rzeczą normalną.Niejednokrotnie w rozmowach młodzi zejdą na te tematy. Jest to związane z rozwojem ich obojga. I chyba dobrze, jeśli młodzi potrafią w naturalny i kulturalny sposób o tych spra­wach mówić. Ułatwia to im poznanie się i zrozumienie.Natomiast jeśli w kontaktach między chłopcem a dziew­czyną przeważa sensacja, nadmierne zainteresowanie seksualne, wcześniej czy później dojdzie do prób mających na celu wza­jemne pobudzenie płciowe. Jeżeli następuje to u bardzo mło­dego chłopca i dziewczynki, to próby te mogą być czynnikiem usposabiającym do onanizmu. Tak u chłopca, jak i u dziew­czynki. Może dojść do prób wyładowania nagromadzonego po­budzenia seksualnego, sprowadzających się do podejmowania życia płciowego.Dziewczyna w okresie dojrzewania jest rzeczywiście w trudnej sytuacji — jej organizm rozwija się lub nawet dojrzał — a umysł — pozostał daleko w tyle. Biologiczne funkcje orga­nizmu kobiety to rodzenie. Organizm więc pragnie macierzyń­stwa. I dziewczyna coraz częściej zaczyna marzyć o własnym dziecku, o mężu, domu. To są bardzo absorbujące myśli.Dziewczęta poważnie zajęte nauką, wciągnięte w pracę spo­łeczną, otoczone właściwą opieką przez dom, mające szerokie zainteresowania — potrafią te myśli odsunąć i w ten sposób niejako przeciwstawić się naturze.A jeśli nie — to zwykle zaczynają życie seksualne. Często nawet bardzo wcześnie.Dla młodego, nieokrzepłego po intensywnym rozwoju orga­nizmu jest to wysiłek ogromny. A gdy do tego dołączają się jeszcze silne przeżycia psychiczne? Obecnie w naszym kraju nie ma przecież możliwości ustabili­zowanego, społecznie uznanego życia seksualnego dla kilku­nastoletniej dziewczynki (nie te czasy, gdy szesnastoletnia dziew­czyna uważana była za starzejącą się pannę!). Pozostają więc przypadkowe zbliżenia, „przygody”, kłamstwa, wykręty… Czy w takich sytuacjach możliwe jest właściwe ułożenie sobie życia, skończenie szkoły, zdobycie zawodu, usamodziel­nienie? I jeszcze jedna sprawa: dziewczęta są szczególnie uczuciowe, bardzo emocjonalnie podchodzą do wielu spraw — i może właśnie dlatego, te wszystkie, które rozpoczynają wcześnie życie płciowe cierpią na wyraźny niedorozwój… uczuć.„Ich życie uczuciowe bywa zabite, właśnie na skutek zbyt silnych bodźców seksualnych i po prostu sytuacyjnych: strachu, kłamstwa, konieczności ukrywania się itd. Z nie uregulowanej sytuacji, zbyt ciężkiej jak na psychikę dziecka, płynie uczucie niepewności, brak zaufania do otoczenia, ostre zerwanie wewnę­trznej więzi z rodziną, słowem — sprowadzenie życiu seksual­nego wyłącznie do odruchów” (Irena Krzywicka). Dla każdego człowieka, a już szczególnie dla kobiety — jest to największa klęska życiowa.I wreszcie — wczesne rozpoczęcie normalnego życia płcio­wego przypada na okres, kiedy dojrzewanie seksualne jest już zaawansowane i już rozpoczęła się produkcja komórek rozrod­czych. Czym to grozi? Zajściem w ciążę. A wtedy? Dziecko, a więc obowiązki — oraz zupełnie nie przygotowana do ich pełnienia, bez pozycji życiowej, bez zawodu — nieletnia matka.Przy tej okazji od razu, możemy dać również odpowiedź na często przez młodzież stawiane pytanie — od kiedy można zacząć podejmować życie płciowe? Zwykłe pytając o to myśli się o granicy wieku. A przecież nie można tego określić latami. Nie można powiedzieć: życie płciowe można rozpocząć po ukończeniu 20 czy 25 lat. Decyzja podjęcia życia płciowego uzależniona jest od bardzo wielu czynników, między innymi również i od wieku, z tym bowiem związana jest dojrzałość człowieka, jego przygotowanie do samo­dzielnego życia, do założenia rodziny. Jest jednak jeszcze cały szereg innych wzgiędów, które trzeba wziąć pod uwagę. Każde społeczeństwo tworzyło prawa regulujące tę kwestię, wprowadzało pewne ograniczenia, dążąc do takiego normowania tych spraw wśród ludzi, by nie mogły powstawać sytuacje stano­wiące zagrożenie interesów społeczeństwa.Dla unormowania spraw związanych z tą dziedziną życia została stworzona instytucja małżeństwa.

Chcemy się podobać

Jesteśmy różni. Tak chłopcy, jak i dziewczynki. Mężczyźni i ko­biety. Dziewczynki się różnią między sobą. I kobiety. I chłopcy. I mężczyźni. Każdy człowiek jest inny. Bo każdy jest indywi­dualnością. Zapamiętaj to ładne słowo. I właśnie dlatego, że różnimy się między sobą, chcemy się sobie podobać wzajemnie. Koleżankom. Kolegom. Nauczycielom. Starszym i rówieśnikom.Chcą się podobać dziewczynki. Chcą się podobać i chłopcy. Żyjemy wśród ludzi i zależy nam na tym, co inni o nas sądzą.Chcemy być obiektem zainteresowań. Chcemy mieć przy­jaciół! Na przykład już dawno zauważono, że ci wszyscy, którzy nie mieli w dzieciństwie miłej, serdecznej atmosfery w domu ro­dzinnym, ci, których nie kochano, niebezpiecznie szybko bez zastanowienia obdarowują uczuciem każdego, kto się do nich serdecznie uśmiechnie, kto okaże im zainteresowanie.Bo tak jak każdy chce się podobać, tak każdy chce być lubiany, ceniony, kochany.Dziewczynki „zakochują się” często w nauczycielkach, w star­szych koleżankach, w instruktorkach harcerskich. Adorują je, wpatrują się niczym w obraz.Przychodzi wreszcie taki okres, gdy zaczyna Ci się podobać chłopiec. Jakoś tak… Jeden spomiędzy wielu, których znasz, na których nie zwracałaś uwagi. I nagle na tego jednego zwró­ciłaś. Czy to źle? Normalne! A może za wcześnie? Nie ma miary, którą można by przyłożyć do człowieka i po­wiedzieć na przykład: „No, tak! Masz już 158 centymetrów wzrostu. Możesz się zainteresować jakimś chłopakiem!” Uczucia (pamiętasz, co mówiliśmy o rozwoju życia psychicz­nego?) nie powstają tak ni z tego, ni z owego. Dojrzewają, przy­bierają różne formy, stany, temperatury.Pewno, że uczucie może bardzo zaważyć na życiu człowieka. Może uczynić je pięknym, a może pokrzyżować wszystkie dobre plany. Ale to zależy przede wszystkim od człowieka, od jego charakteru, umiejętności przystosowania się do warunków itp.Uczuć nie można planować, to prawda. „Dzisiaj mi się jeszcze nikt nie będzie podobał, za dwa tygodnie, w czwartek, ma mi się podobać!” — oczywiście, że do niczego takie plany! Ale uczuciami można kierować.Człowiek nie jest bezwolnym korkiem rzuconym na wodę.Świadomość, wola, krytycyzm — przecież właśnie one cha­rakteryzują człowieka.

Rówieśnicy

W każdym wieku człowiek odczuwa potrzebę przyjaźni, miłości. W wieku dziecięcym wystarcza dom. Potem miła Pani Nau­czycielka. Wreszcie — koleżanki. Najlepsze, dobre oraz inne.W okresie dojrzewania — często zmieniane. To zresztą zrozu­miałe — szukając „własnego ja” przebiera się, ocenia, dobiera — dokonuje się dopiero wyboru przyjaciół. A co z chłopcami? Chłopcy są ludźmi i dziewczęta to ludzie. Więc nie ma między nimi różnicy.Tak mówią jedni.— Nieprawda. Dziewczynki są spokojniejsze, posluszniejsze, porząd­niejsze, pilniejsze, delikatniejsze.Tak mówią drudzy.A ja wolę chłopców. Chłopcy są weseli, nie nudzą, nie obrażają się, są szczersi, więcej ich wszystko zajmuje, łatwiej ich przekonać — Dziewczynka ma lepsze serce.Wcale nie, chłopiec chętniej pomoże, przysłuży się.— Nieprawda.Spierają się i nie mogą się pogodzić. Ostatecznie, nie wiadomo, kto ma słuszność? Owszem, wiadomo.Słuszność mają ci, którzy mówią, że się różnią, słuszność mają ci, którzy mówią, że podobni.Nawet między drzewem i człowiekiem istnieje podobieństwo: drzewo rodzi się z ziarna, żywi się, rośnie, głodne wody, oddycha, cieszy się słońcem, starzeje się i umiera; nawet śpi i spoczywa, nawet skrzywdzić je można, przyprawić o chorobę i kalectwo.A ptak, czy nie jak człowiek, kocha? Smuci się, gniewa się, tęskni, czy gorzej od człowieka zaśpiewa? A pies — wierny towarzysz? Podobni są i dorośli do dzieci… Ale czy się nie różnią? Czy znajdziesz dwóch nawet chłopców, zupełnie podobnych do siebie? Czy wszystkie dziewczynki są takie same? Więc czy lepszy jest chłopiec, czy dziewczynka? Każdy człowiek ma zalety i wady, któż o tym nie wie? Mają wady i zalety dziewczynki, mają i chłopcy. — A trzeba się porozumieć ze sobą, szanować, wybaczać i lubić.Bardzo długo i mnie się zdawało, że tylko dlatego różnią się usposo­bieniem, że dawniej kobiety i mężczyźni inne mieli prawa, że chłopiec chodził na wojnę i na polowanie, dziewczęta pielęgnowały chorych, przędły i gotowały. Więc chłopcy są silniejsi i zręczniejsi, inne lubią zabawy. Tak się przyzwyczaili.Teraz może już mniej, ale kiedy ja byłem chłopcem dorośli mówili: — Nie szkodzi, że chłopiec dokazuje. Chłopiec powinien być łobuzem. Dziewczynce nie wypada.Niby, że chłopiec powinien być odważny, a dziewczynka lękliwa, chłopiec ruchliwszy, dziewczynka spokojna, chłopiec lekkomyślny, dziew­czynka rozważna.Dziewczynki zazdrościły chłopcom, i nie było zgody.Ale i teraz niezgoda trwa. Dlaczego? Patrzę, myślę i tak mi się zdaje: Gniewa chłopców, że dziewczynki prędzej rosną, wcześniej dojrzewają. Nagle chłopiec spostrzega, że go dziewczynka prześciga. Jest w tym samym wieku, albo nawet młodsza, a wygląda na starszą— Co ona sobie myśli? — Patrzcie no: pannę zgrywa. To znaczy: udaje dorosłą.Chłopiec albo po cichu się martwi, albo zaczepia i dokucza. Panna — mówi pogardliwie, a gniewnie. Czasem dziewczynka… zniecierpliwiona powie: Smarkacz. I już wojna.Jeżeli chłopiec zwinniejszy i silniejszy, stara się pokazać, że przecie więcej znaczy, jeżeli słabszy, zaczyna się sprzeciwiać i robi na złość. Pokłócił się z jedną dziewczynką, już obrażony na wszystkie.Najgorzej, jeśli ludzie robią sobie na złość, umyślnie robią, żeby roz­gniewać. Już tak jest — jednemu trudniej, drugiemu łatwiej, jeden zdrów i silny, drugi słaby, jeden ma więcej, drugi mniej. Niech przynajmniej tego nie będzie, że jeden ma zmartwienie, to to drugiemu sprawia przy­jemność, że jeden płacze, a drugi się z tego śmieje… Tak gniewa, tak oburza, tak obrzydza i człowieka, i życie taka nikomu niepotrzebna złośliwość… Czy wiecie? Znałem nauczycielki dobre, łagodne, wesołe, sprawie­dliwe, które się potem stawały złe, surowe, nerwowe, nieżyczliwe, i tylko dlatego, że im robili na złość. Właśnie takie zabawy: żeby wy­prowadzić z cierpliwości.Dziewczynki mniej się biją: i nie wypada, i sukienka przeszkadza i włosy; więc nie mają wprawy, nie znają sposobów walki. Więc szczypią albo drapią — ręką albo słowami. Wyśmiewanie, sekrety, plotki, kłótnie.To bardzo diażni chłopców. Wygląda, że oni szczerze, jawnie, a dziew­czynki skrycie… Dziewczynki często udają lepsze, niż są. Ale i chłopcy są nie­szczerzy, chłopcy udają gorszych, niż są.Nie mogą zrozumieć, dlaczego tak jest, ale chłopcu nie wypada, chłopiec’ wstydzi się być spokojnym, rozważnym, dobrze wychowanym; woli się zupełnie od kolegów odsunąć, niż przyznać się, że nie jest łobuzem.Chłopiec tak samo chce być ładny, jak dziewczynka, tylko się nie przyznaje. Wiem, jak niechętnie się strzygą; ale mówią, że im zimno w głowę, że czapka będzie za duża. Chcą być ładnie ubrani, chcą być mili i delikatni, tylko nie wypada się przyznać.Chłopcu trudniej być czystym, bo lubi ruchliwe zabawy. Więcej ma siniaków i guzów, pokaleczonych palców i kolan. Chłopcy więcej drą buty i częściej stłuką szybę. Tak, bo więcej majstrują i ciekawiej wszędzie wejdą i próbują. Ale nie są brudasy. Robią wszystko prędzej, mniej mają cierpliwości, dlatego ich zeszyty nie są tak porządne. Ale nie starają się mniej.Tak samo jak dziewczynki, litują się, żałują, przykro im, gdy widzą smutek, ale nie chcą okazać tego, boją się wyśmiewania. Gdyby wie­dzieli, że bać się dokuczania i przezwisk — to przecież też jest tchó­rzostwo! Wreszcie nie są mniej wstydliwi niż dziewczynki. Jeżeli mówią brzy­dkie wyrazy, to tylko głośniej, jeżeli zrobią coś nieprzyzwoitego, to z psoty albo żeby się pokazać. Tak samo, jak dziewczynki, brzydzą się świniarzy. Jeżeli dziewczynki są „niewiniątka”, to chłopcy są „stawiacy”, więc tak samo „udawalscy”.Inaczej, hałaśliwie zaczepiają chłopcy, ale nic więcej.Chłopcy najbardziej się gniewają i najdokuczliwiej mszczą się, jeżeli obrazić ich wstydliwość……Chłopcy nie wiedzą, jak sobie poradzić, i są źli, i drą koty z dziew­czętami.— Nie znoszę dziewczyn — mówi chłopiec. Nie znoszę chłopaków — mówi dziewczynka. Nieprawda.Raz przyjemniej bawić się i rozmawiać z chłopcami, raz z dziew­czynkami. Są zabawy, w których dziewczynki przeszkadzają, są zabawy wspólne. Może dziewczynka lepiej biegać niż chłopiec, dlaczego chłopcu nie wolno bawić się lalkami? O, z dziewczynkami się bawi! O, z chłopcami się bawi.A niech chłopiec z dziewczynką częściej rozmawia, zaraz: — Facet, narzeczona, państwo młodzi……Nie wiem, co więcej łączy ludzi: podobieństwo czy właśnie różnice. Jednego lubię, bo podobny do mnie, drugiego, bo inny. Raz zaprzyjaźni się wesoły z wesołym, innym razem zaprzyjaźni się wesoły ze spo­kojnym i smutnym. Czasem jeden z kolegów jest jakby opiekunem kolegi. Starszy z młodszym, bogaty z biednym, a chłopiec może po­lubić się z dziewczynką.Zauważyłem, że tylko głupcy chcą, żeby ludzie wszyscy podobni byli do siebie. Kto rozumny tego cieszy, że są na świecie: dzień i noc, lato i zima, miody i stary, że jest i motyl, i ptak, że są różne kolory kwiatów i oczu ludzkich, że są dziewczęta i chłopcy! Kto nie lubi myśleć, tego niecierpliwi rozmaitość, która zmusza do myślenia…Te rozważania na temat różnic i podobieństw między chłop­cami i dziewczętami napisał doktor Janusz Korczak w 1936 roku. Zamieścił je w tomiku pt. „Prawidła życia — pedagogika dla młodzieży i dorosłych”.O „Starym Doktorze” na pewno słyszałaś — to jedna z naj­piękniejszych postaci w naszej historii. Człowiek, który ponad wszystko ukochał dzieci. Pracował dla nich i z nimi zginął.„Stary Doktor” swoje „Prawidła życia” pisał dawno, to prawda, a mimo to czy nie pasują do dzisiejszej sytuacji w Two­jej klasie? Czy się zestarzały?

Młodzi — starzy

Czy zatargi są nieuniknione? Tu dochodzimy do istoty stosunków międzyludzkich. W sto­sunkach między ludźmi to, jak jeden człowiek odnosi się do drugiego, zwłaszcza gdy różni się od niego poglądami, zwią­zane jest z kulturą osobistą.Tolerancja * to podstawa współżycia. My np. lubimy muzykę poważną, Ty — big beat. Proszę bardzo! Ponieważ jesteśmy ludźmi kulturalnymi nastawiamy radio tak, aby IX Symfonia nie zagłuszała mocnego uderzenia, którego ty namiętnie słuchasz, chodzimy na koncerty symfoniczne, zbieramy płyty. Ty też! Czy mamy wtargnąć do Twojego mieszkania i rozbić Twoje płyty z muzyką rozrywkową? Dlaczego? Jakim prawem? Mamy paczkę przyjaciół. Różnimy się znacznie poglądami. Jest wśród nas ateista i praktykujący katolik. Są miłośnicy i przeciwnicy Picassa. Są humaniści i miłośnicy techniki… A przyjaźnimy się. Razem spędzamy urlopy. Odwiedzamy się. I jest nam razem dobrze.Czy kłócimy się? Czasem. Dyskutujemy — często. Ale żadne z nas nie usiłuje narzucać swoich poglądów. Dyskusja — wy­miana poglądów, próby przekonania, poznania racji innego, wykazanie słabych punktów — owszem. Ale dlaczego w czło­wieku myślącym mielibyśmy widzieć wroga? Dlatego, że ma inne poglądy? Tolerancja — wyrozumiałość, pobłażanie dla cudzych poglądów, wierzeń, mimo że samemu uznaje się coś innego.Kultura osobista i tolerancja są niezbędnymi elementami sto­sunków między ludźmi, a więc i stosunków między dojrzewa­jącą dziewczyną a starszym pokoleniem.To wszystko łatwo pisać. Trudniej realizować na co dzień. Trudność polega na gwałtowności reakcji, na braku życiowego doświadczenia u młodych. Każdy młody człowiek — jest nie­cierpliwy. Jeśli zmieniać świat — to natychmiast! I do końca! Ta bezkompromisowość * jest piękną cechą.Ale — jasne jest, że ta cecha wyraźnie utrudnia porozumienie i współżycie pokoleń. Tyle, że jeżeli człowiek zdaje sobie sprawę z istoty trudności — to może jakoś trochę łatwiej jest ją prze­łamywać. Czy konflikty muszą istnieć? Na pewno wiele jest poważnych różnic w sposobie reagowania i w poglądach pokoleń i dlatego konflikty te są zjawiskiem tak częstym, ale wcale nie tak niezbędnym, jak się wydaje. Oczywiście wiele zależy od osób star­szych. Wiadomo, że i dorośli w kształtowaniu wzajemnych stosunków mogą być bezkompromisowi i nietolerancyjni.Ale może właśnie potrzeba, aby młodzi byli wtedy toleran­cyjni? — Bo może „starzy” są zmęczeni? Zdenerwowani? A może ta „ich” bezkompromisowość płynie ze smutnych do­świadczeń? Martwią się i boją o swoje dzieci. Denerwuje ich młodzieńcza niecierpliwość, przeciwstawianie się ich poleceniom, pęd do dorosłości za wszelką cenę, tak trochę na oślep! „Me wiedzę, do czego się spieszę! Im się wydaje, że dorosłość to wolność bez granic. Naiwni! Dorosłość to dopiero ogranicze­nia swobód. To się dopiero obowiązki, odpowiedzialność!” — mówią dorośli. To młodym trudno zrozumieć. Może pomóc? Proszę bardzo oto mała „praca myślowa” — taka prywatna, na własny użytek: * Kompromis — uzgodnienie sprzecznych poglądów osiągnięte drogą wzajemnych ustępstw albo wyrzeczenie się własnych poglądów czy zasad dla uzyskania jakichś korzyści. Bezkompromisowość — to oczywiście przeciwieństwo — słowem niewyrzekanie się własnych zasad za żadną cenę. Weź kartkę, ołówek i skrupulatnie, uczciwie — najuczciwiej jak tylko potrafisz, wypisz: obowięzki swoich „staruszków” (pracę zawodową, prace domowe, społeczne, rodzinne, zajęcia i go­dziny poświęcane dzieciom, nauce własnej, rozrywce itd).Pomyśl chwileczkę o tym wszystkim i… karteczkę możesz wyrzucić! Ten pierwszy bezbolesny zabieg jest już poza Tobą. A potem weź nową kartkę i spróbuj przeanalizować jaki­kolwiek zakaz Rodziców, który wzbudził Twój sprzeciw. Wypisz na karteczce te powody, które, jak Ci się wydaje, ten zakaz spo­wodowały — słowem, co skłoniło rodziców do wydania tego zakazu.Na naszą prośbę robiły podobną analizę dziewczynki z siód­mej klasy jednej z warszawskich szkół — jak się później przy­znały, były zaskoczone tym, co napisały. „Gdybym wcześniej pomyślała, nie miałabym do nich pretensji, że nie pozwalali” — zwierzyła się jedna z dziewczynek. „Często po prostu nie zasta­nawiałam się, skąd te zakazy. Wydawało mi się, że to na złość” — powiedziała inna. A może jeszcze jedna próba: wyobraź sobie, że masz córkę w Twoim wieku. Na co jej pozwolisz? Czego będziesz kategorycznie wymagać? Czego zakażesz? Pisząc tę stronę robiliśmy ankietkę. Tu oficjalnie przysię­gamy, że — jak wynika z ankiety — rosną zastępy przyszłych bardzo surowych matek! Ku naszemu największeniu zdumieniu, czytaliśmy przerażająco długie zestawy zakazów, obostrzeń, ograniczeń. Zdumienie szyb­ko zmieniło się w radość. Dlaczego? Cieszymy się, bo ta nawet nieco przesadna bezkompromisowość, świadczy, że autorki wy­powiedzi poważnie i głęboko myślą o życiu, wiedzą, że „nie można go zaczynać wciąż od nowa”.

Dziś i jutro…

Może widziałaś wesoły, kolorowy film pt. „Godzina pąsowej róży” (wg książki Marii Kruger, pod tym samym tytułem. Prze­czytaj — zabawna!)? Główną rolę, Twojej rówieśnicy, kreowała w nim Elżbieta Czyżewska.Bohaterka cofa wskazówki zegara i nagle, ku swojemu prze­rażeniu, znajduje się w dziewiętnastowiecznej Warszawie. Nawet niecałe 100 lat, a już — wielu rzeczy nie sposób zrozumieć, nie można przystosować się do obowiązującego savoirvivre’u. Dziewczynka dusi się w noszonym przez wszystkie przyzwoite (!) panienki gorsecie, śmieszą ją zwyczaje…Kąpać się w zapiętym pod szyję ubraniu? Chodzić po ulicy, tylko pod opieką? — nie, coś podobnego! Nie ma elektrycz­ności, aut, łazienki. Kobiety „ze sfery” nie pracują zawodowo, a ona, najgorsza matematyczka z całej klasy na tej XIX wiecznej pensji, błyszczy talentem matematycznym — a mimo to chce wrócić jak najszybciej do swoich nie najlepszych stopni, do tej normalnej codzienności, w której została wychowana, w której można było biegać w spodniach, swobodnie rozmawiać z rodzicami, mieć perspektywę pracy w wybranym przez siebie zawodzie.Zmieniają się czasy.. Każdy niemal rok przynosi nowe wy­nalazki, nowe osiągnięcia we wszystkich dziedzinach nauki, techniki, medycyny. Zmieniają się warunki życia. Zmieniają się poglądy i obyczaje. W tych ostatnich jednak zmiany, mimo że najwolniejsze, najwięcej budzą nieporozumień między pokole­niami — między tymi, którzy wychowywali się te pięćdziesiąt czy nawet trzydzieści lat temu, a tymi, którzy teraz mają… naście lat.

Trop trzeci

Zdarza Ci się na pewno nie raz, że źle się czujesz. Jesteś strasz­nie zmęczona. Kładziesz się i wydaje się, że żadna siła nie ruszy Cię. Nagle uświadamiasz sobie, że w kinie jest wspaniały film. Zrywasz się. Ubierasz. Jesteś gotowa, wesoła. Nie zmęczona.Jak to, czyżbyś kłamała? Nie! To silny bodziec psychiczny (perspektywa fantastycznych przeżyć na filmie) podziałał tak odświeżająco.Bardzo często jest tak, prawda? Pewna nasza starsza znajoma mówi często, że każde większe zmartwienie, zły humor likwiduje niezawodnie kupując sobie jakiś nowy drobiazg.Słyszałaś nieraz słowo: „trening”, „trenować”. Sportowcy na przykład trenują bardzo intensywnie. Przez wiele ćwiczeń roz­wijają odpowiednie mięśnie, przygotowują swój organizm do wysiłków.Bardzo często muszą sobie odmawiać odpoczynku, wielu przyjemności tylko dlatego, żeby osiągnąć dobry wynik w skoku w dal czy wzwyż, w biegu, rzucie.Wśród wielu chłopców bardzo rozpowszechniona jest kultu­rystyka, ćwiczenia siłowe, które wyrabiają tzw. męską sylwetkę. I w tym wypadku konieczna jest duża systematyczność, sporo samozaparcia, samokontroli.We wszystkich tych przypadkach jest mowa o działaniu. Nie ma mowy o siedzeniu z założonymi rękoma i czekaniu.Otóż właśnie — nasze zaangażowanie, nasze działanie, wysiłek w tym kierunku mają ogromne znaczenie dla rozwoju naszego życia psychicznego. Kto wie, czy nie największy wpływ na ukształtowanie naszej postawy życiowej mamy właśnie my sami.Nasz układ nerwowy (bo jego funkcje stanowią podstawę życia psychicznego) udoskonala się, trenuje niejako, gdy dzia­łają nań. odpowiednie bodźce. Im człowiek więcej czyta, im więcej ogląda, rozmawia, im ma więcej kontaktów z ludźmi — tym powinien być bogatszy psychicznie.Gdy otworzysz magnetofon, to na taśmie zapiszą się wszyst­kie rozmowy, odgłosy, które docierają do mikrofonu. Podobnie jest z korą mózgową, ona jak najwspanialsza taśma magneto­fonowa zapisuje wszystkie Twoje przeżycia, doznania, reakcje — aby później je odtworzyć. To właśnie jest „doświadczenie ży­ciowe”. Gromadzenie faktów, myśli, wzruszeń. Nasz mózg — najwspanialsza maszyna cybernetyczna — selekcjonuje, układa sensowne całości. Ocenia. Wybiera. Umożliwia wyciąganie wniosków.Czym człowiek mądrzejszy, tym lepiej, precyzyjniej ocenia.Przed kilku laty głośno było na świecie o francuskiej, 8letniej wówczas, dziewczynce Minou Drouet. Minou ogłoszono „cudownym dzieckiem”. Poważni ludzie zastanawiali się nad jej twórczością. Minou pisała piękne, pełne wdzięku, ale i głę­bokie wiersze i opowiadania. Mając 11 lat dziewczynka otrzy­mała doktora honoris causa jednego z amerykańskich uniwersy­tetów. Słowem — sława! Dziewczynka rosła, pisała nadal, wydała drukiem około 500 wierszy i opowiadań. Potem zaczęła śpiewać swoje piosenki. Sama akompaniowała sobie na gitarze.Zdobywała powodzenie, pieniądze.18letnia Minou zerwała z tym wszystkim. Postanowiła zdobyć zawód. Obecnie pracuje i uczy się zawodu pielęgniarskiego w klinice chorób dziecięcych w Paryżu. Wszystkie uzbierane dochody z książek i koncertów, „około 100 tysięcy dolarów, oddała na pomoc dla dzieci kalekich.Dlaczego? Ta decyzja, niezrozumiała dla wielu, płynie ze spotkania z małym, nieuleczalnie chorym na białaczkę, chłopczykiem. Któregoś dnia matka chłopca poprosiła Minou, aby odwie­dziła go i zaśpiewała jego ulubione piosenki.To był wstrząs — siedząc przy umierającym dziecku, Minou postanowiła na zawsze poświęcić się najnieszczęśliwszym cho­rym — małym dzieciom.Psychika kształtuje się w działaniu. Współczucie i życzliwość mogą stać się pobudką do działania, a mogą tylko wzbudzić łzy — to już zależy od nas samych! Przerwijmy w tym miejscu — jeszcze tylko, bardzo króciutko, podsumujemy sobie to. co tu mówiliśmy: przede wszystkim namawialiśmy Ciebie, żebyś się zastano­wiła nad tym: jaka teraz jesteś? po czym chcieliśmy Cię wprowadzić w tajniki tego, co się z Tobą teraz dzieje? — czyli zaczęliśmy krótki kurs psycho­logii, w którym chcieliśmy Ci wykazać, że na rozwój Twojej psychiki, a więc Twoich odczuć, uczuć, poglądów i postaw, mają wpływ: rozwój fizyczny (a więc wszystkie zachodzące w Twoim organizmie zmiany); środowisko, społeczeństwo, a nawet czas, w jakim żyjesz; Twoje własne: nieprzymuszona wola i aktywność.Urwaliśmy właśnie na „aktywności”, bo chcemy o tej sprawie jeszcze bliżej mówić. „Aktywność” to przecież również dokonywanie wyboru przyjaciół, sympatii i własnej drogi życiowej.Jesteśmy zdania, że każdy z nas w dużej mierze „sam pisze swój życiorys” i od każdego z nas zależy, jaki on będzie — czy trzeba się go będzie wstydzić, czy nie.Tu warto w ogóle przerwać lekturę — żeby się trochę to wszystko „ułożyło”.

Trop drugi

Pewnie czytałaś o dzieciach, które odnaleziono w dżunglach Indii. Zagubione, przeżyły wiele lat wśród zwierząt, bez kon­taktów z ludźmi. Organizm ich funkcjonował normalnie, procesy biologiczne przebiegały właściwie prawidłowo, ale tryb życia, reakcje tych ludzkich dzieci były zupełnie zwierzęce. Jadły jak zwierzaki, nie umiały chodzić w pozycji wyprostowanej, nie umiały mówić.Na pewno już się domyślasz, dokąd prowadzi trop drugi? Tak, właśnie tak — aby rozwój psychiki odbywał się nor­malnie, prawidłowo, aby uczucia i odczucia kształtowały się jako ludzkie, musi człowiek żyć między ludźmi, w rodzinie, wśród koleżanek i kolegów.No, właśnie, ale tu zaczyna się wiele kłopotów. W okresie dojrzewania człowiek jest pośrodku między dzieciństwem a do­rosłością. Już nie chce być traktowany jak dziecko, a reaguje często jak dziecko. Spieszy się, a potyka o własne nogi. Walą się wszystkie dotychczasowe autorytety, a coraz częściej trzeba podejmować poważne decyzje w bardzo ważnych, życiowych sprawach — a brak doświadczenia, no i brak — …autorytetów, do których można by się o radę zwrócić. I do tego wszystkiego te kłopoty z organizmem (patrz „trop pierwszy”)! Na zmiany, na rozwój psychiki mają ogromny wpływ za­równo najbliżsi nam ludzie, nasze środowisko, warunki, w jakich żyjemy, jak i szerzej rzecz traktując: społeczeństwo, nawet okres, w którym przyszło nam żyć.Oto przykład: Dużo wcześniej musieli dojrzewać psychicznie chłopcy i dziew­czynki w okresie wojny. Wiele 12—13 letnich dzieci zarabiało na utrzymanie całych rodzin, brało udział w poważnych akcjach bojowych. Życie stawiało ich w takich sytuacjach, że musieli podejmować decyzje, na które teraz trudno byłoby nieraz zdobyć się i dorosłemu.Musieli być opanowani, zdecydowani, odpowiedzialni, wie­dzieli, że od minutowego spóźnienia może zależeć ludzkie życie… Takie sytuacje oczywiście bardzo wyraźnie kształtują charakter człowieka, jego reakcje, postawę wobec życia.Obecnie nie ma takich potrzeb, ale jest przecież wiele sytuacji, które wpływają wyraźnie na tempo dojrzewania psychicznego i wreszcie — na kierunek, w jakim to dojrzewanie idzie.Na pewno dojrzewanie jest tym okresem w życiu człowieka, w którym stale rośnie dążenie do samodzielności, do decydowa­nia o sobie. Najpierw w małych sprawach (czy ubrać się tak czy inaczej), potem w trochę większych (towarzystwo, wakacje) i jeszcze większych (wybór szkoły, zawodu, sposobu spędzania czasu).Oczywiście w tym pędzie do samodzielności nie raz, nie dwa zdarzają się starcia, „zderzenia” z dorosłymi.Małe dziecko, nawet to najbardziej rozbrykane, odczuwa potrzebę podporządkowania się autorytetowi dorosłego. Kurczo­wo trzyma za rękę mamę, gdy przechodzą przez jezdnię, na podwórku chwali się tatą, który — naturalnie — wszystko umie i wszystko może. Mama, tata, pani wychowawczyni są najpiękniejsi na świecie. Dziecko poszukuje opiekuna, kogoś kto na pewno jest mu życzliwy, kto kocha, kto wytrze nos, pomoże zawiązać but…Taki stosunek dziecka do dorosłych dotyczy i przekonań. Przekonania rodziców czy pani nauczycielki są powtarzane przez malucha bez dyskusji.I nagle zaczyna się to psuć! Ojciec powiedział coś inaczej niż jest w książce, matka zało­żyła do sukienki nieodpowiedni szalik, nauczycielka poleciła zrobić jakąś „głupią” robotę. Słuchałeś audycji muzycznej — a tu nagle babcia, taka fajna babcia, jakiej nikt nie ma — wy­brzydza, że „Łazuka do niczego, Piotr Szczepanik — wyje, a ci bitelsi to chyba mają źle w głowie”.No i zaczyna się dyskutowanie. Czasami nawet awantury, krzyki, bunty.Wszyscy zaczynają narzekać: rodzice — „że taka arogancka i pyskata”, nauczyciele — „że niegrzeczna, nie słucha, roz­rabia”. Wszyscy mają pretensje — „taka była miła dziewczynka, a teraz takie stawianie się”.Psycholog wyjaśnia, że: „to taki okres. Musi przejść przez to jak przez świnkę, odrę czy ospę. Szuka własnej twarzy”.I rzeczywiście. Wszyscy przechodziliśmy przez taki okres buntów i zaprzeczeń. Jedni przeżywali to mocniej, inni słabiej (w zależności od tych wszystkich czynników, o których mówi­liśmy). Jedni wcześniej, inni później.Zrozumiałe, że jeżeli ktoś chce przekonać się osobiście o tym, co jest słuszne, jeżeli chce wyrobić sobie własne zdanie, własny pogląd na sprawy, z którymi się styka, to musi spojrzeć swoimi oczyma. Często są to po prostu „odkrywania Ameryk” — no, ale trudno! Do własnej postawy młodzi dochodzą najczęściej przez nego­wanie postawy i poglądów ludzi dorosłych. Odrzucają, potępiają wszystko „jak leci” to, co robią i myślą dorośli. Wylewają często owe przysłowiowe już „dziecko razem z kąpielą”.Taka postawa sprawia wiele kłopotów zarówno dorosłym, jak i młodym.Bardzo wielki wpływ na temperaturę, na siłę tych młodzień­czych buntów mogą mieć oczywiście sami dorośli. Rodzice zaprzyjaźnieni z dziećmi inaczej ustawią się do „buntów”, niż na przykład rodzice nastawieni na rozkazywanie, wydawanie poleceń. Ci pierwsi będą na pewno łagodzić starcia, ci drudzy prawdopodobnie będą je zaostrzać.Opowiemy ci historię autentyczną. Jej bohaterka, jest już dziś poważnym naukowcem, żoną i matką. Na wspomnienie tej młodzieńczej historii uśmiecha się smutno.Zaczęło się od głupstwa (tak to wtedy oceniała jej matka, tak to teraz ocenia ona sama). Poszło o wycieczkę. Ewa czegoś nie zrobiła, a umówiła się z rodzicami, że to będzie warunkiem tej wycieczki. Sama przyznawała, że właściwie mogła zobowią­zania dotrzymać. Rodzice Ewy to ludzie niezwykle skrupulatni, solidni, wymagający wiele — zarówno od siebie, jak i od innych. Ponieważ Ewa nie dotrzymała umowy, na wycieczkę nie pozwolono jej jechać. Ewa rozżalona, wściekła, zbuntowana wyszła z domu. Do szkoły oczywiście nie poszła. Do domu nie wróciła. Błąkała się, tułała. Coraz bardziej zbuntowana i coraz bardziej rozżalona.Trafili się „przyjaciele”, którzy podali „pomocną” dłoń. Skończyło się w sądzie. Dziewczyna zmarnowała rok nauki, potem drugi. Długo nie mogła się otrząsnąć z przygód, przeżyć i zobowiązań.Nie tak dawno byliśmy świadkami jej rozmowy z córką. Nie dalibyśmy głowy, ale chyba jej matka używała podobnych .argumentów jak ona teraz.Tyle prawdziwa historyjka — chyba się rozumiemy? — Trop drugi doprowadza nas do stwierdzenia, że nasza psychika kształ­tuje się w kontaktach z ludźmi, w buntach i w konkretnych życiowych sytuacjach.

Co się ze mną dzieje?

Wcześniej opowiadaliśmy Ci o zmianach, jakie teraz zachodzą w Twoim organizmie, ale przecież życie każdego z nas to nie tylko procesy biologiczne, ale również i psychiczne. To, że odczuwamy ból skaleczonego palca, to, że myślimy, to, że coś lubimy, a czegoś innego nie znosimy, to, że czujemy się samotni, weseli, smutni — to właśnie są przejawy procesów psychicznych.Badaniem przejawów życia psychicznego zajmuje się nauka zwana psychologią. Właśnie na tej stronie będziemy zajmować się psychologią wieku dojrzewania, a dokładniej przejawami życia psychicznego dojrzewającej dziewczyny.Życie psychiczne każdego człowieka, od jego urodzenia aż do śmierci, ulega ciągłym zmianom. Oczywiście można do­patrzeć się pewnych prawidłowości w tych zmianach. Jasne jest, że inaczej wygląda postawa wobec życia, inne są zainteresowa­nia przedszkolaka, inne Twoje, a jeszcze inne Twojej babci czy dziadka. Psychologowie podzielili całość ludzkiego życia psychicznego na trzy podstawowe okresy: dzieciństwo, wiek szkolny, dorosłość. Bardzo upraszczając sprawę, dla zobrazo­wania dominujących w tych okresach zainteresowań i zajęć można by je nazwać: okres zabawy, okres nauki, okres pracy.Nas będzie interesował ten okres środkowy — „wiek szkolny” — „okres nauki”, a szczególnie ta jego część między 12 a 16 rokiem życia.Bardzo istotne jest to spostrzeżenie, które na pewno już zrobiłaś — jest to okres środkowy, taki „między” — taki, kiedy nie jest się już dzieckiem, a jeszcze nie jest się dorosłym. To ważne spostrzeżenie — pamiętajmy o nim — będzie nam się zresztą przewijało przez cały ta strona bardzo wyraźnie. Stwierdziliśmy, że nasza psychika ulega ciągłym przeobraże­niom, że się rozwija. No dobrze, ale od czego zależą te prze­miany? Co wpływa na kształtowanie tych czy innych właści­wości, takiego czy innego postępowania, postawy? Trop pierwszy Boli cię ząb, ćmi niemiłosiernie. Głowa Gi pęka od tego jednego zęba. Płaczesz, „pokładasz się”. Usiłujesz spać. Łykasz pigułki. Jesteś zła, rozdrażniona. Nie masz na nic ochoty. Żeby tam nie wiem co było w telewizji, żeby tam nie wiem co było do zjedzenia — nic nie jest w stanie Cię zainteresować. Oto proszę, głupi ząb — a tyle komplikacji i zmian w Twoim usposobieniu. Już zaczynasz rozumieć? „Chce mi się ciągle spać. Nie mam na nic ochoty. Siedzę w klasie i czasami po prostu nic nie słyszę”.„Nie mogę się skupić. Kiedyś uczyłam się bardzo dobrze i pra­wie bez wysiłku. Teraz siedzę nad książkami i nic mi nie wcho­dzi do głowy”.„Do czego się wzięłam, to mi wychodziło — teraz nic nie kończę. Mama mówi, że jestem „słomiany ogień”.„Raz pan wywołał mnie do tablicy. Wszystko umiałam, a sta­nęłam i rozryczałam się. Nie wiem wcale, dlaczego”.„Ciągle mam na co innego ochotę. Jestem w szkole i nagle czuję, że muszę zjeść placki kartoflane. W domu awanturuję się, Żeby były. Ciocia robi — a ja nie mogę ich jeść. Wcale mi nie smakują”.Tak się zwierzały dziewczynki z VI klasy.W tej samej szkole, z której pochodzą te wypowiedzi, opowia­dano nam o bardzo przykrej właściwie sprawie — przykrej i dla nauczyciela, i dla uczennicy.Było to na chemii. Nauczyciel starszy, niski, łysawy pan pokazywał jakieś doświadczenie. Potem poprosił Ewę, bo sie­działa najbliżej, aby podeszła do stołu i w czymś mu pomogła. Dziewczynka podeszła i w najmniej odpowiednim momencie, zupełnie nagle, zaczęła dusić się ze śmiechu. Trzęsły się jej ręce. Coś rozlała. Nastąpił wybuch. Sprawa wyglądała poważnie. Nauczyciel twierdził, że to co najmniej złośliwość. Demonstrował popalony fartuch i koszulę. Później nawet zaświadczenie lekar­skie o poparzeniu. I ciągle z oburzeniem powtarzał, że Ewa śmiała się nawet po wypadku.Ewa wezwana do kierowniczki nie umiała powiedzieć, dla­czego się śmiała. Pan ma na środku łysiny kilka sterczących włosów — może z teg”o? Ale niby dlaczego wtedy miała się z tego śmiać. Widziała to już przecież tyle razy. Może z tego, że sobie wyobraziła jak wygląda za stołem, taka trochę wyższa od nauczyciela? Nie, naprawdę nie wiedziała, dlaczego się śmiała. Jedno było absolutnie pewne: nie mogła się zupełnie opanować. (Sprawa ciągnęła się długo, była okresami bardzo przykra, na szczęście przyszły wreszcie wakacje — i „rozeszło się po kościach”).Tak właśnie gwałtowny, nierównomierny rozwój organizmu, wzmożona działalność gruczołów wydzielania wewnętrznego od­bija się na pracy układu nerwowego. To on ma dbać o ogólną równowagę, ale nie daje rady.Dzieje się coś takiego — jakby na ruchliwym skrzyżowaniu popsuły się światła sygnalizacyjne i zrobił się straszny zamęt. Milicjant, który stoi na środku, chce wprowadzić porządek. „Gimnastykuje się”, gwiżdże, dyryguje. Już trochę rozładował korek — gdy nagle „zielony kierowca” władowuje się na nie­dobry pas. Znowu rośnie zator. A do tego jeszcze na pełnym sygnale jedzie wóz straży pożarnej, który ma bezwzględne pierwszeństwo przejazdu. Na milicjanta „biją wszystkie poty”. Wyczerpany, chwieje się na nogach. Musi go zastąpić nie zmę­czony kolega.Układu nerwowego oczywiście nie można wymienić — a jest rzeczą zrozumiałą, że tak duże zmiany w organizmie, muszą powodować jego wyczerpanie. Odbijają się na samopoczuciu.„Trop pierwszy” zaprowadził nas do wniosku, że na Twoje zachowanie, na postępowanie mają wpływ zmiany biologiczne (doskonalenie się budowy anatomicznej, rozwój układu nerwo­wego, a przede wszystkim kory mózgowej i podkorza, działanie gruczołów dokrewnych)! Zarówno zmiany fizjologiczne, jak i psychiczne przebiegają u każdego człowieka inaczej. U jednych wcześniej — u drugich później. U jednych rozwój jest bardziej harmonijny, organizm silniejszy — więc też i zmiany psychiczne mniej gwałtowne, mniej widoczne. U innych, mniej silnych, bardziej wrażliwych — wszystko odbywa się ostro, gwałtownie. Trzeba koniecznie o tym wiedzieć — przede wszystkim przy ocenie własnego postępo­wania, no i oczywiście potraktować to jako jeden z kluczy do rozumienia swoich koleżanek czy kolegów. (Pamiętaj, że chłopcy zwykle rozwijają się nieco później. Różnica wynosi mniej więcej 2 lata!).